Gigantyczna ferma jednak nie powstanie? Burmistrz wydał decyzję odmowną, ale to nie musi być koniec sprawy

1
screen z fanpage'a facebook.com/Stop-fermie-drobiu-w-Gminie-Pleszew-110996027121654
Mieszkańcy Baranówka, Kowalewa i Nowej Wsi pod Pleszewem częściowo odetchnęli z ulgą po tym, jak burmistrz Arkadiusz Ptak wydał odmowną decyzję o odmowie ustalenia środowiskowych uwarunkowań dla fermy drobiu, która miałaby powstać właśnie w Baranówku. Od tej decyzji inwestorowi przysługuje odwołanie.

Wracamy do sprawy planowanej budowy fermy drobiu w Baranówku w gminie Pleszew. Mieszkańcy od wielu miesięcy sprzeciwiają się powstaniu tej inwestycji z obawy o uciążliwości, które – ich zdaniem – staną się codziennością. Jak wynika z urzędowych dokumentów opublikowanych w Biuletynie Informacji Publicznej, chów brojlerów miałby być prowadzony na działkach o powierzchni 25 ha. Na tym terenie miałoby powstać 16 kurników o powierzchni 3 337 m2 każdy, a także m.in. 32 silosy na paszę o pojemności 36 m2 każdy. Przewidziano także budowę 32 naziemnych zbiorników na gaz oraz 2 zbiorników buforowych na wodę o pojemności 155 m3 każdy oraz ujęcie wód podziemnych.

Tak duża inwestycja pozwoliłaby na pomieszczenie 1 180 352 sztuk drobiu. Według założeń rocznie miałoby być możliwe przeprowadzenie 7 cykli hodowlanych.

Plany realizacji takiej inwestycji oburzyły i zmobilizowały mieszkańców, którzy zorganizowali zbiórkę podpisów. Spotkali się także z inwestorem, ale nie uspokoiło to nastrojów społecznych. Przeciwni budowie tego przedsięwzięcia byli także reprezentanci dwóch osiedli oraz niektórzy radni rady miejskiej. Do pisma sprzeciwiającego się powstaniu fermy dołączono ok. 700 podpisów mieszkańców. Zarzucili oni inwestorowi m.in. próbę stworzenia hodowli wielkoprzemysłowej.

CZYTAJ TEŻ: Nawet 170 proc. więcej za gaz? Mieszkańcy proszą o pomoc. Burmistrz napisał do Jacka Sasina, radni wystosowali apel

Tak wielka produkcja wiąże się nie tylko z uciążliwościami odorowymi, wirusowymi, zużyciem dużej ilości wody, której w ujęciach brakuje i produkcją dużej ilości ścieków, ale wpłynie negatywnie na wizerunek i rozwój wsi. Ponadto zarzucono, że inwestor nie posiada odpowiedniej wielkości gruntów rolnych dla zagospodarowania do celów nawożenia wyprodukowanego obornika tj. ok. 20 tys. ton, a przy nieprawidłowym jego aplikowaniu może dojść do skażenia wód i gruntu” – czytamy w uzasadnieniu do odmowy ustalenia środowiskowych uwarunkowań dla budowy fermy drobiu opublikowanego w Biuletynie Informacji Publicznej Miasta i Gminy Pleszew.

Opinię w sprawie możliwości powstania inwestycji musiały wydać także inne organy w tym Marszałek Województwa Wielkopolskiego. Ten kilkukrotnie wydłużał termin jej wydania. Ostatecznie wydał pozytywną opinię.

W maju 2020 roku rozpoczęło się postępowanie administracyjne. Burmistrz uzasadnił jego wszczęcie „dużym zaangażowaniem społecznym” w tej sprawie. Pleszewski sanepid wydał pozytywną opinię w zakresie wymagań higienicznych i zdrowotnych. Obawy dotyczące wpływu inwestycji na pogorszenie warunków hydrologicznych wykraczających poza obszar oddziaływania przedsięwzięcia miał także burmistrz. Wynikały one z faktu, że samorząd boryka się w ostatnich latach z rosnącym zapotrzebowaniem na wodę, a jednocześnie z jej brakami. Efektem tego były braki i ograniczenia w dostawie wody w czerwcu 2021 roku.

CZYTAJ TEŻ: Za 130 tys. zł urzędnicy mają komunikować się bardziej zrozumiałym językiem

Obaw o funkcjonowanie i życie na trenie gminy Pleszew po wybudowaniu fermy drobiu jest znacznie więcej. „Mieszkańcy zwracali uwagę, co podziela organ (pleszewski urząd – przyp. red.), iż uciążliwości odorowe zwłaszcza jeżeli wiążą się z silną i długotrwałą emisją, mogą negatywnie oddziaływać na zdrowie ludzkie. Ponadto planowana produkcja stanowi zagrożenie dla środowiska naturalnego, poprzez generowanie dużej ilości związków chemicznych w postaci gazów. Długotrwałe narażenie na uciążliwość zapachową może oprócz chorób bakteriologicznych, wirusowych czy grzybowych, przyczyniać się do uczucia znużenia, problemów oddechowych, bóli głowy, nudności, podrażnienia oczu i gardła, a także oddziaływać niekorzystnie na zdrowie psychiczne tj. wywołać depresję” – czytamy dalej.

W uzasadnieniu decyzji burmistrz Arkadiusz Ptak podkreśla, że potwierdzenie wymienionych objawów i uciążliwości znajduje odzwierciedlenie „w stanowiskach Krajowych Konsultantów w Dziedzinie Zdrowia Środowiskowego czy w Dziedzinie Psychologi”.

Mieszkańcy zwracali też uwagę na to, że po powstaniu tej inwestycji wartość ich nieruchomości spadnie. „Jak słusznie zauważa Rzecznik Praw Obywatelskich w wielu opracowaniach m.in. pt. »Uciążliwości Inwestycyjne – działania Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawach ochrony środowiska«, w Polsce nie ma przepisów pozwalających na przeciwdziałanie uciążliwości zapachowym, a problemu odoru nie da się rozwiązać lokalnie. Natomiast powyższa kwestia powinna być wartością nadrzędną dla organów ustawodawczych, gdyż zgodnie z art. 74 ust. 2 Konstytucji RP środowisko stanowi dobro publiczne, natomiast jego ochrona jest obowiązkiem władz publicznych” – argumentuje włodarz.

Dlatego też – jak czytamy w dokumencie – Arkadiusz Ptak odmówił ustalenia środowiskowych uwarunkowaniach dla tego przedsięwzięcia. „Burmistrz (…) kieruje się również zasadą przezorności nakazującą traktować wszelkie prawdopodobieństwa wystąpienia negatywnych skutków dla środowiska tak, jakby nieuchronnie miały nastąpić” – argumentuje.

Inwestor ma 14, aby odwołać się od decyzji burmistrza do Samorządowego Kolegium
Odwoławczego w Kaliszu.

sebastian.matyszczak@tvproart.pl

1 KOMENTARZ

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick