Tradycyjna bomba kaloryczna – dziś jemy rogale świętomarcińskie

0
Tasty Polish St. Martin's Day Croissants (Marcinki)
Są pyszne, napakowane bakaliami, bardzo słodkie i kaloryczne. Ten, kto może nie odmówi sobie jednak zjedzenia chociaż jednego. Mowa o rogalach świętomarcińskich, które kupujemy na 11 listopada. Te prawdziwe możemy spotkać głównie w Poznaniu, ale coraz więcej niepoznańskich cukierni zdobywa certyfikaty jakości.

Dietetycy biją na alarm, że jeden taki rogal to istna, kaloryczna bomba. Półfrancuskie ciasto, oblane lukrem i naładowane makiem, bakaliami oraz kandyzowanymi owocami, może mieć nawet do 1220 kalorii.

Nie każda cukiernia może sprzedawać te wypieki pod nazwą „rogale marcińskie” lub „rogale świętomarcińskie”. Potrzebna jest do tego specjalna zgoda Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego.

>> Obserwuj nas również na Instagramie! <<

Skąd wziął się rogal marciński? Tradycja ma swoje korzenie w czasach pogańskich, kiedy składano bogom ofiary z wołów lub  z ciasta zwijanego w wole rogi. Kościół łaciński przejął ten zwyczaj, łącząc go z postacią św. Marcina. Kształt ciasta interpretowano jako nawiązanie do podkowy, którą miał zgubić koń świętego.

Historia wypieków rogali sięga 1860 roku. Ta, która trwa do dziś ma swój początek w 1891 roku. Legendy głoszą, że gdy zbliżał się dzień św. Marcina, proboszcz parafii św. Marcina ks. Jan Lewicki zaapelował do wiernych, aby wzorem patrona zrobili coś dla biednych. Na mszy był obecny cukiernik, Józef Melzer. Razem ze swoim szefem wskrzesili tradycję. Bogatsi poznaniacy kupowali smakołyk, a biedni otrzymywali go za darmo.

redaktor wlkp24.info
ewa.pieczynska@tvproart.pl

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick