– Wielkie gratulacje za walkę dla naszego zespołu, bo my dzisiaj nie pomogliśmy i nie ma co się oszukiwać, ja biorę winę na siebie, cokolwiek by się nie wydarzyło – mówił po sobotniej przegranej w pierwszym meczu o brązowe medale Kacper Ligarzewski, bramkarz Rebud KPR Ostrovia. Biało-czerwoni w samej końcówce spotkania mieli wszystko w swoich rękach, ale dwie źle rozegrane akcje sprawiły, że na tablicy świetlnej był remis 28:28 i do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była seria rzutów karnych.

Jedna i druga drużyna ciężko pracowały przez ostatnie miesiące na to, żeby znaleźć się w tym miejscu, czyli w meczach o medale mistrzostw Polski. Ostatnie bilety na pierwsze spotkanie w Ostrowie Wielkopolskim sprzedały się już w piątek, a kibice godzinę przed pierwszym gwizdkiem sędziów zbierali się pod 3mk Areną. Pierwsze minuty meczu dały nam pierwszy sygnał, żeby przygotować się na nerwową końcówkę. Żaden z zespołów nie mógł odskoczyć na bezpieczną przewagę.
Słabszy niż zazwyczaj procent udanych interwencji w bramce i brak pomysłu na zatrzymanie Tomasza Gębali. Z tym gospodarze nie mogli sobie poradzić w sobotę. Mimo to biało-czerwoni byli bliżej odniesienia zwycięstwa. Dwie minuty przed końcową syreną Kamil Adamski wyprowadził swój zespół na prowadzenie 28:27. Chwilę później miał okazję do podwyższenia wyniku, którą zepsuł. Na domiar złego kontuzji doznał Miriani Gavashelishvili. – Zdecydowały sztuczki i małe rzeczy, które obie drużyny miały przygotowane. Ale to oni byli w tym dzisiaj mocniejsi. W tych detalach, na które przygotowywaliśmy się od trzech tygodni. Ale to jest także część gry. Walczyliśmy jak szaleni, ale frustrowaliśmy się zbyt często, kiedy do pozycji dochodził Gębala, który jest niesamowicie silny. To gracz z najwyższego poziomu, ale przyznam szczerze, że czasami nie rozumiem zasad, ponieważ nie możesz wpychać wszystkich obrońców w pole bramkowe, a później dostajesz jeszcze rzut z siedmiu metrów – mówił po meczu trener Kim Rasmussen.
W serii rzutów karnych górą goście. Ostrovia tutaj też miała wszystko w swoich rękach, zwłaszcza po obronionym rzucie przez Kacpra Ligarzewskiego. Niestety, chwilę później spudłował Patryk Krok, a w drugiej serii pomylił się Dawid Frankowski. PGE Wybrzeże w rywalizacji do dwóch wygranych prowadzi 1-0. Drugi mecz w Gdańsku 2 czerwca, ale wszyscy zdajemy sobie sprawa, że sprawa brązowych medali nie jest jeszcze rozstrzygnięta.
Skomentuj ten wpis jako pierwszy!
Dołącz do dyskusji
Dodaj swój komentarz