
CZYTAJ: „Cały sprzęt noszą na plecach”. Jak wygląda praca GFFF Poznań na Lubelszczyźnie? [FOTO]
Dogaszany pożar w Puszczy Solskiej na Lubelszczyźnie pokazał, jak groźne i bezwzględne potrafią być żywioły. Według szacunków służb spłonęło ok. 300 ha lasów, a teren działań gaśniczych objął obszar ok. 1 000 ha. Aby zapanować nad ogniem na tak ogromnym terenie i w bardzo trudnych warunkach, potrzeba setek strażaków, leśników oraz przedstawicieli innych służb, którzy są gotowi narażać swoje życie, by chronić innych.
Tak rozległe pożary mogą stać się nową rzeczywistością – podkreślają strażacy. Od dłuższego czasu obserwują, że susza w Polsce jest coraz bardziej odczuwalna i wymagająca pod kątem ich pracy. – Marzec i kwiecień to zawsze okres, kiedy mówimy o pożarach traw, które nierzadko też przeradzają się w pożary lasów. Natomiast już z początkiem maja statystyka strażacka mówi o tym, że mamy więcej pożarów lasów niż w tym samym okresie w zeszłym roku. Dzieje się tak dlatego, że tej wiosny było mało opadów deszczu. Mimo że zima była intensywna, jeżeli chodzi o mróz i faktycznie widzieliśmy chyba trochę więcej śniegu niż w minionych latach. Ale mimo wszystko wiosna nie była tak obfita w deszcz. Gleba jest wysuszona – wyjaśnia w rozmowie z portalem wlkp24.info asp. Martin Halasz, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu.
Doskonałym tego przykładem była tegoroczna majówka. Na początku miesiąca najwyższym stopniem zagrożenia pożarowego objęty był niemal cały kraj. Ściółka była suchsza od kartki papieru. – Jeśli chodzi o samą Lubelszczyznę to słyszeliśmy również z tych raportów, że w niektórych miejscach deszcz ostatni raz padał na początku marca. Dwa miesiące bez deszczu to bardzo długi czas. A lato przed nami, więc te najgorętsze okresy jeszcze są przed nami i to na pewno będzie stanowiło duże ryzyko pożarów – dodaje odwołując się do działań wielkopolskich strażaków w Puszczy Solskiej.
CZYTAJ: GFFF Poznań wraca do domu. Sytuacja w Puszczy Solskiej pod kontrolą
Deszcz jest potrzebny nie tylko po to, aby uchronić nas przed pożarami lasów jak ten na Lubelszczyźnie. Jest kluczowy również dla rolników. Już teraz mówi się o suszy hydrologicznej, niedoborach wody, wysuszonej glebie na polach, a sytuację pogarszają jeszcze przymrozki pojawiające się na przełomie kwietnia i maja oraz mogące się pojawiać w kolejnych tygodniach.
„W Wielkopolsce, z wyjątkiem środkowej części, gleba jest mocno przesuszona. Wilgotność gleby wierzchniej warstwy w niektórych gminach wynosi tylko 20-25%. Nie wróży to dobrze plantacjom” – alarmowała pod koniec kwietnia Wielkopolska Izba Rolnicza. „Jeżeli aura nie przyniesie opadów deszczu, na pewno odczują to plantacje, które w ostatnich dniach dodatkowo są narażone na przymrozki wiosenne. Przymrozki są groźne szczególnie dla roślin w fazie kwitnienia, zwłaszcza rzepaku, który rozpoczyna kwitnienie, i kwitnących sadów. Od 2025 roku okres wystąpienia przymrozków uznaje się okres od 1 kwietnia do 30 czerwca. Resort rolnictwa przychylił się do wniosku izb rolniczych i zmienił definicję przymrozków wiosennych” – dodają przedstawiciele WIR-u.
Według modeli Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowego Instytutu Badawczego w poniedziałek w Wielkopolsce przeważa średnie i wysokie zagrożenie pożarowe.

Skomentuj ten wpis jako pierwszy!
Dołącz do dyskusji
Dodaj swój komentarz