Przyjechał z maczetą. Miał grozić, że zrobi krzywdę radnym i burmistrzom

0
W środę jarocińscy radni ponownie zebrali się w sali sesyjnej, by dyskutować na temat uwag do studium zagospodarowania przestrzennego. Powstanie spalarni w Golinie budzi wśród mieszkańców sporo emocji. Podczas środowego spotkania doszło jednak do nieprzyjemnego incydentu. Pod budynkiem zjawił się mężczyzna, który przy swoim rowerze miał maczetę. Miał też - jak powiedział nam wiceburmistrz Jarocina - wysyłać SMS-y i grozić, że zrobi krzywdę radnym Ziemi Jarocińskiej oraz burmistrzom. Obrady zostały przerwane, a na miejscu pojawiła się policja.

Już od pierwszego spotkania, które miało miejsce w poniedziałek ma miejsce sporo emocji. Jeszcze zanim rozpoczęły się obrady, doszło do słownej przepychanki między mieszkańcami oraz prezesem Zakładu Gospodarki Odpadami w Jarocinie i pracownikami, którzy z transparentami pojawili się przed salą sesyjną. Jak stwierdzili, obawiają się, że zatrzymanie budowy elektrociepłowni sprawi, że stracą oni pracę. Zarzuty już od początku starali się sprostować mieszkańcy Goliny, którzy z kolei twierdzili, że to zarząd ZGO i władze Jarocina nasłali pracowników spółki do kontr-protestu.

27 lipca miało miejsce drugie spotkanie radnych, podczas którego dyskutowano nad uwagami do studium zagospodarowania przestrzennego. Nie zabrakło mieszkańców oraz pracowników ZGO. Doszło jednak do bardzo nieprzyjemnego i stresującego incydentu. Pod budynek spółki Jarocin Sport przyjechał mężczyzna, który przy swoim rowerze miał flagę Polski oraz maczetę.

Robert Ziółkowski, wiceburmistrz Jarocina w rozmowie z nami poinformował, że podczas jednej z przerw zostały mu pokazane wiadomości, z których wynikało, że na sali sesyjnej jest ktoś, kto chce zrobić krzywdę radnym i burmistrzom. – Podszedł do mnie jeden z mieszkańców. Był wyraźnie roztrzęsiony. Pokazał mi wiadomości, ale to wszystko działo się za szybko. Zrozumiałem tylko, że na sali jest ktoś, kto może zrobić krzywdę radnym Ziemi Jarocińskiej i burmistrzom. Proszono mnie, bym tego nie lekceważył – powiedział Robert Ziółkowski w rozmowie z portalem wlkp24.info.

Z relacji burmistrza wynika, że na piętrze budynku faktycznie znajdował się człowiek, który był bardzo nerwowy i „naładowany”. – Ja zadzwoniłem na policję, a koledzy powiedzieli, że oni w międzyczasie przypilnują go, by nic nie zrobił – dodaje Ziółkowski.

Mężczyzna miał schodzić na dół, następnie ponownie wchodzić na górę, kierować się w stronę burmistrza Ziółkowskiego, jak i drugiego zastępcy – Bartosz Walczaka. Padły słowa „Co? Boicie się?”. Mężczyzna nie miał maczety przy sobie. Ta przez cały czas pozostawała przy jego rowerze.

Na miejscu pojawiła się jarocińska policja. – Otrzymaliśmy zgłoszenie o mężczyźnie, który miał się awanturować podczas sesji Rady Miejskiej. Na miejscu wskazano nam tego człowieka. Został on poproszony przez nas o opuszczenie sali i udanie się do radiowozu, gdzie został wylegitymowany. Zachowywał się spokojnie, wykonywał polecenia. Otrzymaliśmy też informację, że mężczyzna ma mieć przy sobie maczetę. Przedmiot nie został jednak wniesiony do sali, ale znajdował się na bagażniku roweru. Mężczyzna został poproszony o zabezpieczenie przedmiotu – informuje sierż. sztab. Agnieszka Zaworska, oficer prasowy KPP w Jarocinie.

Policja informuje, że nikt z osób na miejscu nie zgłosił funkcjonariuszom faktu, że poczuł się znieważony lub żeby w jego kierunku były kierowane groźby. W związku z tym mężczyzna został pouczony i wypuszczony.

Radni po tym incydencie nie wrócili do obradowania. Kolejne spotkanie zostało zaplanowane na 17 sierpnia.

redaktor wlkp24.info
ewa.pieczynska@tvproart.pl

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick