Minęło 100 lat od Bitwy Warszawskiej!

2
Armia polska we Francji - powitanie gen Józefa Hallera | źródło: Wikimedia
15 sierpnia to przede wszystkim święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kościele Katolickim, zwane również świętem "Matki Boskiej Zielnej" oraz święto Wojska Polskiego. W tym roku obchodzona jest również ważna, historyczna rocznica. Mija 100 lat od Bitwy Warszawskiej, słynnego "Cudu nad Wisłą".

Stoczona została między 13, a 25 dniem sierpnia 1920 roku. Była decydującą bitwą w wojnie polsko-bolszewickiej. Naukowcy i historycy twierdzą, że była ona “18 decydującą bitwą w dziejach świata”. Mowa o Bitwie Warszawskiej, która nazywana jest także Cudem nad Wisłą. Pozwoliła ona na zachowanie przez Polskę niepodległości i powstrzymała pochód Armii Czerwonej na Zachód.

CZYTAJ TAKŻE: Ostrowianie w błękitnych mundurach

Dlaczego “Cud nad Wisłą”? Gdy wojska polskie ponosiły klęskę, decyzją dowódcy Józefa Piłsdudskiego zgromadzono sześć dywizji piechoty w rejonie rzeki Wieprz. Gdy reszta polskich sił broniła wejść do Warszawy, piechota zaatakowała rosyjskich żołnierzy od tyłu. Wojska sowieckie zostały zmuszone od odwrotu. Miało to miejsce 15 sierpnia 1920 roku. Ze względu na przypadające święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, niektórzy uważają, że to boska opatrzność doprowadziła do wygranej polskiego wojska.

100. rocznica Bitwy Warszawskiej to okazja do wielu uroczystości. 15 sierpnia o godzinie 11.00 na terenie przed dworcem PKP w Ostrowie Wielkopolskim zostanie odsłonięty pomnik ostrowskich hallerczyków. To oddanie hołdu wszystkim mieszkańcom ziemi ostrowskiej, którzy należeli do “Błękitnej Armii” Józefa Hallera i brali udział w Bitwie Warszawskiej.

redaktor wlkp24.info
ewa.pieczynska@tvproart.pl

2 KOMENTARZE

  1. O tym nie wiedzieliście…
    CHCIELIŚCIE CUDU? OTO JESTEM.
    Gdy jesteśmy pod ścianą.
    I wydaje się, że nie mamy wyjścia
    Co wtedy robimy?
    Co mówimy?
    -Proszę Państwa, teraz to już tylko cud może nam pomóc…
    Może teraz …. ależ piękne podanie…
    Le Wan Dowskiiiii !!!

    Lubimy cuda.
    Mówimy o nich w różnych sytuacjach.
    Co jest potrzebne by cud się wydarzył?
    To zależy.
    Od czego?
    O jakim cudzie mówimy.

    Religijnym…
    Można się pomodlić.
    Jeśli ktoś wierzy.

    Sportowym.
    Właśnie Lewandowski.
    Gdy po meczu otwarcia gramy mecz o wszystko.

    Można też poprosić, błagać.
    Jeśli ktoś wierzy, że to coś da.

    Ale można sprawić by cud przyszedł sam.
    Po prostu.
    Ale wtedy potrzeba czegoś innego niż modlitwa i błagalne prośby.
    Potrzeba geniuszu, który zmieni wszystko.
    I sprawi, że stanie się cud którego pragniemy.
    Proste.
    Jeszcze tylko “drobna” pomoc najważniejszej dziedziny nauki.
    Matematyki.
    Tegoroczni maturzyści mogliby nie pomóc…

    Jest 12 sierpnia 1920 roku.
    Armia Czerwona stoi u bram Warszawy.
    Dowodzony przez Michaiła Tuchaczewskiego Front Zachodni.

    Czekamy.
    Na razie jest spokojnie.
    Dzień później.
    13 sierpnia.
    Oczekiwanie dobiega końca…
    Bolszewicy atakują.
    Dywizja z 3 Armii Łazarewicza
    I druga dywizja z 16 Armii Sołłohuba.
    One ruszają jako pierwsze.
    Dowodzony przez Aleksandra Jegorowa (Stalin jest jego oficerem politycznym).
    Front Południowo-Zachodni, nie bierze udziału w walce.
    Bolszewicy nacierają z wielką siłą.
    Bronimy się zaciekle.
    Cud.
    Potrzebny jest nam cud.
    I ten cud nadchodzi.
    Ale nie taki jak wszyscy sobie wyobrażamy, pamiętamy.
    Bo ten cud.
    To jeden człowiek…

    Urodził się 24 października 1892 roku
    Łodzianin.
    Wtedy teren (a jakże) zaboru rosyjskiego.
    Rodzice wybrali dla syna imię Jan.
    Wiedzę zdobywał w Szkole Handlowej w Łodzi.
    Studiuje w Liège.
    Lingwista.
    Biegle mówi po rosyjsku, angielsku, niemiecku i francusku.

    Wybucha I Wojna Światowa.
    Został wcielony do armii rosyjskiej.
    Do wojsk inżynieryjnych.
    A w ich strukturach były jednostki łączności.
    Dokładnie poznaje metodykę pracy.
    I procedury szyfrowania depesz armii carskiej.

    Po wojnie.
    Już w niepodległej Polsce.
    Trafia do Biura Szyfrów.
    Zupełny przypadek.
    Sprawia, że zajmuje się przeglądaniem przechwyconych, rosyjskich depesz armijnych.

    Jan Kowalewski.

    Wielki matematyczny Geniusz.
    Który złamał radzieckie szyfry.

    Był genialnym analitykiem.
    Niezwykle skromnym, kulturalnym człowiekiem.
    I niesamowicie skutecznym organizatorem.
    Potrafił zaangażować do współpracy najwybitniejszych, polskich matematyków.
    Właściwy człowiek na właściwym miejscu.

    To właśnie podpułkownik Jan Kowalewski.
    Zorganizował sieć polskiego radio wywiadu.
    Piłsudski doskonale rozumiał jak ważny jest radio wywiad.
    I od samego początku zlecił budowanie takiej sekcji w Wojsku Polskim.
    Kowalewski stworzył komórkę zajmującą się krypto analizą.
    Wykorzystał dalekopisy Hughesa.
    I rozbudował całą sieć stacji nasłuchowych.
    Bezpośrednio połączonych ze Sztabem Generalnym.

    Pierwsze klucze szyfrowe Armii Czerwonej.
    Kowalewski złamał na przełomie sierpnia i września 1919 roku.
    Szukał najsłabszego ogniwa w kodzie.
    Dzięki matematycznej intuicji i wielkiemu doświadczeniu.
    Domyślił się, że co nim będzie.
    Musiał znaleźć to zaszyfrowane słowo.
    Była to “dywizja”.

    Taaaak.

    To było to.
    Szyfr pękł.
    Wkrótce jego zespół.
    Czytał pozostałe szyfry, które stosowała Armia Czerwona.
    Złamał także szyfry:
    – Armii Ochotniczej
    – Floty Czarnomorskiej
    – Ukraińskiej Armii Ludowej.

    Ten genialny człowiek.
    Złamał blisko 100 kluczy szyfrowych.
    Pozwoliło to odczytać ponad 3 tysiące wiadomości.
    Potem przystąpił do łamania szyfrów niemieckich.

    Możliwość przechwytywania.
    I odczytywania czerwono-armijnych depesz.
    Miały decydujący wpływ na zwycięstwo Wojsk Polskich.
    Piłsudski znał każdy ruch armii czerwonej.
    Informacje.
    Które dostarczał Kowalewski.
    Rozstrzygały o decyzjach strategicznych.
    Na ich podstawie.
    Wielki Geniusz, jakim był Generał Tadeusz Rozwadowski.
    Opracował precyzyjną strategię Bitwy Warszawskiej.
    A Marszałek mógł stanąć osobiście na czele 4-tej armii.
    I wyprowadzić swoje słynne Kontruderzenie znad Wieprza.
    Dane wywiadu wpłynęły na przebieg zmagań.
    I rozmiar zwycięstwa Wojska Polskiego nad Armią Czerwoną.
    Józef Piłsudski.
    Swoją charyzmą.
    Zdołał wycisnąć 200% z podległych mu wojsk.
    Razem z Rozwadowskim, perfekcyjnie wykorzystał wszystkie błędy Rosjan.
    Wspierany przez Kowalewskiego.
    Wielkiego, zapomnianego dziś Polaka.
    Który podał Marszałkowi armię czerwoną na złotej tacy.

    Marszałek Piłsudskiego uhonorował go.
    Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari.

    Miał talent dyplomatyczny.
    Był attaché wojskowym w Moskwie.
    Rosjanie zorientowali się kim jest naprawdę.
    Jako persona non grata musiał wyjechać w 1933 roku.

    Gdy wybuchła II Wojna Światowa.
    Po kampanii wrześniowej.
    Pomagał polskim uchodźcom w Rumunii.
    W Lizbonie stworzył centrum polskiego wywiadu.
    Do kraju nie wrócił.
    Trafiłby pod ścianę.

    Dziś nie wszyscy rozumiemy.
    Jaką wielką wagę miało tamte 12 dni.
    Bitwa Warszawska.
    Jedno z najważniejszych starć w historii.
    Dla nas.
    Bo Polska dopiero co odzyskała niepodległość
    Dla świata.
    Bo zatrzymała pochód komunizmu na zachód.
    Lubimy myśleć i mówić o tym wydarzeniu jako…
    Właśnie cudzie.
    “Cudzie nad Wisłą”.
    Trudnym do określenia.
    Momentami, wręcz niezrozumiałym zrządzeniu losu.
    A tak naprawdę była to…
    Perfekcyjnie rozegrana strategia w czasie rzeczywistym.
    W której wykorzystaliśmy liczne błędy przeciwnika.
    I w której mieliśmy wielką przewagę.

    “Znaliśmy przyszłość”.

    Jan Kowalewski.
    Niezwykły polski żołnierz.
    Wielki matematyczny umysł.
    To właśnie on mógł śmiało powiedzieć:
    “Chcieliście cudu? Oto więc jestem”.
    Geniusz, który odmienił losy naszego kraju i Europy.

    W dniu Święta Wojska Polskiego.
    Cześć i chwała dla polskich bohaterów tamtych dni.
    Tych którzy przelewali swoją krew.
    I tych którzy potęgą swojego umysłu.
    Sprawili by ta ofiara nie poszła na marne.
    Umysłów takich jak on.
    Podpułkownik Jan Kowalewski.
    Cześć jego pamięci…

  2. To prawda, tylko jak ostatnio przeczytałem – wszystko się zgadzało poza jednym: sowieccy dowódcy podawali położenie swoich wojsk nie tam, gdzie rzeczywiście byli, ale tam, gdzie zakładały to wydane rozkazy. Czyli oszukiwali swoich dowódców i równocześnie nasz wywiad. I tym sposobem spośród 4 polskich armii jedna nie została zaatakowana przez nikogo, a pozostałe 3 musiały walczyć z przeważającymi siłami. I to wola walki i determinacja zwyciężyły. Na szczęście. I to właśnie ta bitwa oraz Powstanie Wielkopolskie powinny być najbardziej fetowane.

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick