Tragiczny stan porzuconych zwierząt nie pozwalał nawet sprawdzić, czy to psy, czy suki [ZDJĘCIA]

2
Fot. facebook.com/schronisko.ostrow
Ponad 6 kg kołtunów ścięto z dwóch niewielkich psów, które ktoś znalazł i przywiózł do schroniska w Wysocku Wielkim. Na pierwszy rzut oka nie dało się stwierdzić, czy to psy, czy suki. Były ociężałe od zlepionych włosów, z odparzeniami. Jedna z nich jest wychudzona. Funia i Punia czekają teraz u opiekunów zastępczych na nowy dom.

Do podostrowskiego schroniska dla zwierząt w Wysocku Wielkim trafiły dwa psy w skrajnie złym stanie. “Nie wiem, jak nazwać tych, którzy dopuścili do takiego stanu te biedne psiaki. Nie wiem, jak nazwać tych, którzy mijali je na drodze nie próbując im pomóc. Wystarczył telefon do nas – czytamy na fanpage’u schroniska.

Zwierzęta zostały wreszcie zauważone we wtorek przez ludzi, którym na sercu leżało ich dobro i przywiezione do schroniska. Jego pracownicy udzielili czworonogom pomocy i niewykluczone, że uratowali im życie. Na początku tygodnia panował kilkunastostopniowy mróz. Ich dalsza tułaczka mogła skończyć się tragicznie.

Psy były w fatalnym stanie. Na pierwszy rzut oka nie dało się nawet stwierdzić, czy to psy, czy suki. Jak relacjonują pracownicy schroniska, były jednym wielkim kołtunem. “Dwie godziny walczyliśmy, by z grubsza ściąć z nich te pakuły. Odcięte kudły ważyły 6 kg. Nie mogę sobie wyobrazić, jak one musiały się w tym czuć” – relacjonują.

Po tym zabiegu okazało się, że są to suczki. Nazwano je Funia (około 5-letnia) i Punia (około 2-letnia). Prawdopodobnie to matka i córka. Obie są ze sobą bardzo zżyte. Obie trafiły do fryzjera, zostały wykąpane i ogolone z reszty pakuł, od których doznały odparzeń, a Funia ma dodatkowo problemy skórne wokół oczu. Jest bardzo wychudzona. “Były już u weterynarza i czekamy na wyniki. Funia i Punia są w domu tymczasowym i już szukamy dla nich domu stałego. Muszą iść w parze, bo nie mogą bez siebie żyć. Nawet 40-minutowe rozstanie związane z wizytą u weterynarza było czarną rozpaczą” – podkreślają pracownicy schroniska.

Jak wyjaśniają, są grzeczne, wesołe i nadal kochają ludzi. Pomimo tego, co je spotkało. Na razie nie było okazji, aby sprawdzić, czy chodzą na smyczy. Wkrótce ma się to zmienić.

Potencjalny nowy właściciel, który zechce dać im nowy dom (a nie kojec lub budę na powietrzu) może zadzwonić na numer adopcyjny 722 333 376.

sebastian.matyszczak@tvproart.pl

2 KOMENTARZE

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick