Rak ponownie zaatakował Kasię Tomaszewską. Została poddana chemioterapii

4
fot. siepomaga.pl
Pierwszy raz o Kasi Tomaszewskiej informowaliśmy pod koniec 2015 roku. Trwała wtedy zbiórka pieniędzy na leczenie młodej mamy. Okazaliście ogromne serca i w rekordowym tempie udało się zebrać pieniądze. Sukces powtórzył się w 2019 roku. Niestety, nowotwór zaatakował kolejny raz. Kasia przebywa obecnie w Poznaniu, gdzie poddawana jest chemioterapii.

Kasia Tomaszewska po stracie męża została samotną mamą czwórki chłopców. Niestety, los jej nie oszczędza i w 2015 roku usłyszała diagnozę: rak jajnika. Jedyny ratunkiem był nierefundowany lek, a roczne leczenie nim wynosiło ponad 200 tysięcy złotych. Okazaliście wtedy ogromne serce i w rekordowym tempie udało się zebrać potrzebną kwotę. Swoją dobroć darczyńcy okazali rok później i podarowali Kasi kolejny rok życia. Ogromną sumę udało się zebrać po raz kolejny!

Niestety, nowotwór ponownie zaatakował Kasię Tomaszewską. – Badania kontrolne były dopiero przede mną, ale czułam, że coś jest nie tak. Skontaktowałam się z lekarzem, wykonano badania krwi i okazało się, że markery nowotworowe są podniesione. Dokładniejsze badania wykazały niewielkie zmiany na otrzewnej. Aktualnie poddano mnie chemioterapii. Jestem już po pierwszej sesji. Będzie to 6 cykli co 3 tygodnie – powiedziała Kasia w rozmowie z redakcją wlkp24.info.

Kasia przebywa w Oddziale Ginekologiczno-Onkologicznym Szpitala im. Przemienienia Pańskiego w Poznaniu. Nie opuszcza ją dobry humor i wierzy, że wszystko skończy się dobrze. – Przetrwałam już jedną chemioterapię więc dam radę z drugą. Wierzę w to, że w końcu zła karta się odwróci i będzie już tylko lepiej. Zdaję sobie sprawę, że moja odporność bardzo spadnie i w obecnej sytuacji będę musiała na siebie bardzo uważać – dodaje.

Na czas chemioterapii odstawiono kosztowny lek. Po zakończeniu leczenia zostaną wykonane badania kontrole i na ich podstawie będą podejmowane dalsze decyzje.

redaktor wlkp24.info
ewa.pieczynska@tvproart.pl

4 KOMENTARZE

  1. Witam! Trzymam mocno kciuki za Kasię. Chodzi o to, że jak ma wznowę ( czego nikomu nie życzę) to może olaparib mieć refundowany. Otóż ja w 2014 roku zachorowałam na raka jajnika, była operacja, potem chemioterapia. Do 2018 roku niby spokój, ale okazało się że, też nastąpiła wznowa, były też badania genetyczne i okazało się że, mam mutację genetyczną. Najpierw 6 cykli chemii, po chemii zaczęto dawać mi olaparib i to na refundację NFZ. Ja w międzyczasie spotkałam się z panią Kasią, a nawet rozmawiałam z moją panią doktor onkolog, w Pleszewie, bo tam się leczę. Moja lekarka była bardzo zdziwiona że, pani Kasia nie ma olaparibu na NFZ. Biorę ten lek olaparib do dzisiaj i u mnie wygląda to tak, że raz w miesiącu jadę do Pleszewa na badanie krwi, odbieram lek na miesiąc i do domu. Gdy za bardzo spadły mi leukocyty zmniejszono mi dawkę z 8 tabletek rano i 8 wieczorem na 4 rano i 4 wieczorem. Wiadomo jak każdy lek ma skutki uboczne, w moim przypadku bardzo lecą mi w dół leukocyty. Mam podnoszone albo sterydami albo lekiem metapyred. Aha a co trzy miesiące mam robioną tomografię w Pleszewie. Gdy zapytałam moją panią doktor prowadzącą jak długo mam brać ten lek powiedziała mi, że dożywotnio chyba że, nastąpiłaby progresja.

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick