Powrót PKS-ów? Nie do końca

5
Jedną z obietnic wyborczych Prawa i Sprawiedliwości jest przywrócenie połączeń PKS, by lepiej skomunikować najbardziej oddalone od miast wioski, aby ich mieszkańcy nie czuli się wykluczeni. Może się jednak okazać, że "powrót PKS-ów" jest po części wyłącznie chwytem marketingowym, bo choć powstanie nowych połączeń nie jest wykluczone, części z nich na pewno nie będą realizowały spółki PKS.

Sytuacja finansowa wielu PKS-ów na terenie Polski od lat nie należy do najlepszych. Regularnie można przeczytać o kolejnych likwidowanych spółkach, a także o przejęciu obsługiwanych przez nie liniach przez prywatnych przewoźników, którzy… po pewnym czasie się z nich wycofali. Ekonomia bierze górę i jeśli linia jest nierentowna, zostaje zlikwidowana. Dlatego przewoźnikom często nie opłaca się tworzyć połączeń do najdalej oddalonych od dużych miast wsi, ponieważ te trasy zazwyczaj nie są oblegane, co przekłada się na skromne zyski.

Aby zapobiec wykluczeniu mieszkańców takich miejscowości, Prawo i Sprawiedliwość chce przywrócić „połączenia PKS”. Poseł Jan Mosiński nie ukrywa, że niekoniecznie PKS-y będą – o ile w ogóle – realizowały połączenia, których obecnie nie ma lub które coraz mniej się opłacają. Wszystko rozbija się o pieniądze. – Nie ma znaczenia, czy to będzie przewoźnik państwowy PKS, samorządowy, czy też prywatny, posiadający stosowne koncesje i zezwolenia – mówi portalowi wlkp24.info poseł PiS-u.

Jak podkreśla, chodzi po prostu o przywrócenie połączeń, które w przeszłości były mocno deficytowe bądź zostały zlikwidowane ponieważ przynosiły straty. Aby do tego doprowadzić, planują stworzyć prawo pozwalające przekazywać dofinansowanie na pokrycie części kosztów funkcjonowania takich linii. Mowa o dopłacie do przejechanego kilometra. Na ten cel – jak podkreśla poseł Mosiński – zabezpieczono w Funduszu Krajowym 800 mln zł w skali roku. – Mamy dwa okresy. Przejściowy do 2021 roku i kolejny obowiązujący od stycznia 2022 roku, kiedy wejdzie w życie nowa ustawa o transporcie publicznym zbiorowym. Wówczas te kwoty będą inne, ale w dalszym ciągu na odpowiednim poziomie – wyjaśnia.

Tzw. „wozokilometr”, do którego będzie można otrzymać dofinansowanie jest w tej chwili kością niezgody, ponieważ oszacowanie go jest bardzo trudne. Rządowi eksperci wyceniają tę jednostkę na 3,80 zł, a w konsultacjach z samorządowcami z południowej Wielkopolski te kwoty znacznie się różnią, wynosząc – zdaniem Jana Mosińskiego – 4 zł, 5 zł, a nawet 6 zł. – Przychód z wozokilometra to 3,20 zł, a więc różnica wynosi 60 gr. Dlatego dofinansowanie ma wynikać z umowy, jaką podpisze gmina, powiat lub inny organizator przewozów publicznych zbiorowych z wojewodą – wyjaśnia poseł PiS-u.

Jeżeli dany samorząd przygotuje mapę połączeń, na które chciałby otrzymać dofinansowanie, musi przekazać ją marszałkowi województwa, który zoptymalizuje plan transportu, a następnie wojewoda podpisze umowę z takim samorządem. – To jest dowolność. Ustawodawca przekazuje gminie czytelny sygnał. To gmina jest organizatorem transportu publicznego zbiorowego na liniach deficytowych, które będzie można dofinansować lub przywrócić te, które były zlikwidowane – podkreśla Jan Mosiński.

Nie ma więc gwarancji, że na terenach wykluczonych obecnie z komunikacji zbiorowej, ponownie pojawią się połączenia autobusowe. Władze krajowe nie mogą nikomu narzucić wprowadzenia takiego rozwiązania. Obecnie wiele wskazuje na to, że jeśli kalkulacja kosztów wykaże, że wynegocjowane dofinansowanie może nie pomóc w stworzeniu rentownej linii, pomysł przywrócenia połączeń może w niektórych regionach zakończyć się fiaskiem. – Kreując umowę, strony wiedzą, na co się godzą. Wojewoda to weryfikuje pod kątem zasadności takiej umowy, a wcześniej marszałek w kontekście już nie kosztowym, ale planu. Jeśli nie będzie zastrzeżeń, odpowiednie środki zostaną zabezpieczone i nie ma możliwości, aby były pomniejszane w jakiś sposób i wpływały na generowanie zadłużenia na poszczególnych liniach – zaznacza Jan Mosiński, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

W tej chwili trwają konsultacje z samorządowcami i przedstawianie im założeń projektu, który w przyszłości ma trafić pod obrady sejmu i senatu.

sebastian.matyszczak@tvproart.pl

5 KOMENTARZE

  1. I już zaczyna się kręcenie. Samorząd przygotuje, marszałek zoptymalizuje, potem okaże się, że wojewoda nie ma tyle kasy. Przerabialiśmy to z wieloma sprawami. Walnęło się, obiecało, a wykonanie może po 2021 roku? Czyli wybierzcie nas, a może wam to załatwimy? Jasiu, co wy wszyscy bierzecie? Uważacie nas za idiotów? ciemny lud, który to kupuje?

  2. To wszystko to jedna wielka KPINA> Kto będzie jeździł tymi autobusami ? Skoro w Wielkopolsce średnio , powtarzam średnio są 2-3 samochody osobowe . Po drugie ” eksperckie ” wypowiedzi tego pana , którego nazywa się posłem ,są jedną wielką błazenadą . Za każdym razem zastanawiam się gdzie leżą granice głupoty . Niestety codziennie są przekraczane .
    Proszę nie cenzurować !

  3. Dobrze mówi były wózkowy z „Runotexu”. Oczywiście to żart. Za co te miernoty biorą pieniądze, skąd im się biorą takie pomysły rodem z PRL-u. Kto takich ludzi jak Jasiu Mosiński wybiera na posła!. Żenada!

  4. Kto wprowadzając nowe Prawo Wodne od dnia 01.01.2018 zlikwidował kilkanaście miejsc pracy w Ostrowie Wielkopolskim ? Kto wie łapkę w górę

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick