Podróż w przeszłość: z „Reisefieber” i „Książką” Mikołaja Łozińskiego

1
Ile znaczy „prywatna” przeszłość? Czy idąc przed siebie, trzeba znać historie rodzinne, skomplikowane nieraz w nich powiązania? Czy przeszłość da się zrozumieć, a może trzeba ją tylko zaakceptować? To jedne z pytań, jakie można sobie zadać po lekturze książek Mikołaja Łozińskiego. Zachęcamy do czytania!

O ostatniej książce Mikołaja Łozińskiego (ur. 1980) pt. „Stramer” pisaliśmy niedawno, a dzisiaj sięgamy po jego debiutancką „Reisefieber” oraz po „Książkę”. Obydwie niewielkich rozmiarów powieści zabierają nas w przeszłość. Trzeba ją poznać, rozliczyć, oswoić lub pogodzić się z nią, by iść do przodu. Te dwie powieści były wielokrotnie omawiane w mediach, więc jeśli je znacie – podzielcie się z nami swoimi wrażeniami po ich lekturze.

Dzisiejszy artykuł jest kolejnym w ramach naszego cyklu „Książka dobra na każdy czas”. W jego ramach zachęcamy do czytania wartościowych książek, a także do dzielenia się z nami Waszymi propozycjami dobrych lektur. W końcu książka jest dobra na każdy czas, nie tylko pandemii.

Oswoić przeszłość

Mikołaj Łoziński „Reisefieber”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2006

Debiutancka książka wówczas (w 2005 r.) 25-letniego Mikołaja Łozińskiego. Doskonale przyjęta przez czytelników i krytykę, wyróżniona Nagrodą Fundacji im. Kościelskich, zdobyła II nagrodę literacką w Konkursie Młodych Twórców Warszawskiej Fundacji Kultury i była nominowana do Nagrody Literackiej NIKE.

Jej bohater Daniel Reis przyjeżdża do Paryża na wieść o śmierci swojej matki Astrid, z którą od lat nie ma kontaktu. Wstrząs, jakim jest jej odejście, wywołuje w nim wspomnienia z dzieciństwa i lat nastoletnich, a także chęć poznania ostatniego okresu jej życia. Chodzi jej śladami, analizuje swoje sny. Rozmawia z ludźmi, którzy ją znali – ale niewiele z tego wynika. To dość wymowne: jej siostra niezbyt dobrze ją rozumiała, terapeutkę wiąże tajemnica lekarska, lekarz sam szukał u niej pomocy, a mężczyzna, z którym żyła, umarł. Daniel jednak teraz, po latach, od czasu ostatniej rozmowy z matką, rozumie i widzi więcej. Dorósł. Choć i tak nie zna odpowiedzi na wiele pytań, to teraz – kiedy nie może ich już zadać – domyśla się niektórych. Sam ma dość niepoukładane życie. Były dziennikarz, od roku próbuje napisać „powieść nowoczesną”, tkwi w związku, o którym nie wie, czy traktować go na serio, czy tymczasowo. Śmierć matki zmusza go do poskładania swojego życia, odczuwa to wręcz fizycznie – po przyjeździe do Paryża rozchorowuje się. Buduje portret matki, ale też próbuje uporządkować przeszłość: ich niełatwe relacje, brak ojca, brak kontaktu z rodziną.

Książka napisana jest na dwa głosy – poznajemy perspektywę Daniela i jego matki – Astrid. Ich dwie historie się dopełniają, a my widzimy, jak matka z synem – mimo że mijali się w życiu – dzisiaj są do siebie podobni. Obydwoje samotni, z natręctwami, raniący bliskich. Próbujący uporać się sami z sobą. „Często wydawało jej się, że inni ludzie mogą wiedzieć o niej więcej niż ona sama. Że widzieli ją lepiej. Zresztą może tak właśnie było? Że ukrywali jakąś prawdę o Astrid. Mogłaby to zrozumieć – też często nie mówiła innym wszystkiego, co o nich myśli. Nie chciała urazić, zrobić przykrości” – myśli Astrid.

Tematem są nie tylko relacje rodzinne, ale i obecna w nich samotność. Borykają się z nią Daniel i Astrid, ale też ludzie wokół nich. Jedna z sąsiadek Astrid, starsza pani, mieszka z ukochanym psem, a gdy ten umiera – nadal wychodzi na spacery ze smyczą w ręku, nadal mówi do nieistniejącego pupila (ten sam motyw zresztą wykorzysta Łoziński w „Stramerze”). Pojawia się refleksja, ilu pytań my sami nie zadaliśmy – bo nie dorośliśmy do nich, bo zabrakło czasu…

Tytułowa „Reisefieber” to zdenerwowanie, lęk przed podróżą. Podróż jest dosłowna – klamrą jest lot samolotem, oraz przenośna – najpierw w przeszłość, a wreszcie, gdy jako tako się z nią upora lub po prostu pogodzi, oswoi ją – w przyszłość.

Pamięć przedmiotów

Mikołaj Łoziński „Książka”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011

Po „Reisefieber” Mikołaj Łoziński pisze w 2008 roku „Bajki dla Idy” – zbiór opowiadań dla dzieci, a po nich, w 2011 roku, ukazuje się jego „Książka” (przyniosła mu ona w 2012 roku Paszport „Polityki”). I ponownie tematem jest rodzina, tym razem inspirację dla niej autor czerpie z historii własnej. „Synku, stałeś  się niebezpieczny. Trzeba uważać przy tobie na każde słowo, każde zdanie, każdą rodzinną historię” – mówi ojciec do syna. Postaci występujące w książce sugerują narratorowi, o czym i ile powinien napisać, a czego nie powinien ujmować. Narrator słucha ich, ale i tak robi swoje („Bracie, mama uważa, że to niesprawiedliwe, że opisałeś już rodziców taty. Chciałaby, żebyś napisał też o jej rodzinie, ale wstydzi się powiedzieć”).

Historia o rodzinie opowiadana jest przez przedmioty. Zwyczajne, codziennego użytku. Maszynka do włosów, ekspres do kawy, zeszyt, obrączka, klucze. Są one punktem wyjścia. Przypominają się historie z nimi związane, powracają sceny sprzed lat, mieszają się ze sobą wspomnienia. Zwykłe klucze są pretekstem do opowiedzenia historii babci i dziadka, a także matki narratora, jej relacji z rodzicami, jak one z kolei rzutowały na jej postrzeganie świata.

Mamy tutaj trzy pokolenia, mamy więc rozstania, nieporozumienia, skomplikowane związki, samotność, powroty. A tłem do nich jest historia: duża – wojny, komunizm, migracje, marzec `68, aż po czasy współczesne, i ta mała – prywatna. W końcu sami zastanawiamy się, ile w tej książce prawdy, a ile fikcji, tym bardziej że postaci nie mają imion: jest matka, ojciec, brat, dziadek, babcia. Czy to więc taka uniwersalna opowieść, a we wspomnieniach jej bohaterów przejrzymy się sami?

sebastian.matyszczak@tvproart.pl

1 KOMENTARZ

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick