Fotografuje świat z nieludzkiej perspektywy, pokazując piękno Doliny Baryczy. „Najlepszy efekt robi ujęcie z góry”

5
Bartniki (wyspy na stawie w Dolinie Baryczy) / fot. Łukasz Kiełtyka, Look_drone
Zaczęło się od spacerów z żoną i pierwszych zdjęć aparatem. Później zdecydowali o kupnie drona. Latają już trzeci rok, a ich fotografie zdobywają coraz większą popularność. W mediach społecznościowych projekt Look_drone obserwuje ponad 3200 osób. W rozmowie dla portalu wlkp24.info Łukasz Kiełtyka opowiada o swojej pasji do przyrody, fotografowaniu i patrzeniu na świat z innej - nieludzkiej perspektywy.

Sebastian Matyszczak: Uwiecznianie przyrody z pozycji drona to tak przypadkiem wyszło, czy było skrzętnie zaplanowane?
Łukasz Kiełtyka: Z żoną zawsze jeździliśmy do Doliny Baryczy na spacery, przy okazji z aparatem i robiliśmy zdjęcia. Na początku smartfonem, ale chcieliśmy zobaczyć coś więcej, czego inni nie widzą. Zdecydowaliśmy się kupić drona i odwiedzić te wszystkie miejsca, w których byliśmy wcześniej, żeby sfotografować je z powietrza.

Czyli jednak pasja.
Na początku nie wiedzieliśmy, jak to będzie, ale rzeczywiście, zrodziła się z tego duża pasja. Teraz każdą wolną chwilę czy weekend spędzamy właśnie w ten sposób. Wybieramy miejsca i myślimy, jak je sfotografować.

Przed wyprawą spoglądacie na zdjęcia satelitarne, żeby wiedzieć, czego się spodziewać?
Oczywiście, że tak. Przeglądamy zdjęcia i mapy satelitarne Google, dzięki którym zastanawiamy się nad ujęciami w danym miejscu. Ale przyjęliśmy też taki system, że czasem warto zjechać z tej głównej drogi i jechać gdzieś w ciemno. Wtedy różne miejsca potrafią nas zaskoczyć niesamowitymi widokami. Na przykład kiedyś zrobiliśmy zdjęcie samotnie rosnącego drzewa na polu. Taki minimalistyczny obraz z góry świetnie wygląda. Teraz gdy przejeżdżam obok jakichś miejsc, zastanawiam się, jak mogą one wyglądać z powietrza. Czasami inspirujemy się też zdjęciami innych i chcemy je pokazać według naszej wizji.

Dlaczego padło akurat na przyrodę?
Lubimy naturę, lubimy spędzać czas na jej łonie. Poza tym polskie krajobrazy na fotografiach mają magiczny klimat. Przypominają też często dzieła malarskie. Dlatego w większości naszych kadrów znajduje się właśnie natura i chcemy się nią dzielić.

Na twoim fanpage’u można zaobserwować, że w niektóre miejsca wracacie co kilka miesięcy i przedstawiacie je w różnych porach roku.
Rozpoczęliśmy taki projekt w Antoninie, który sfotografowaliśmy najpierw jesienią, bo były przepiękne barwy i postanowiliśmy pojechać w to samo miejsce zobaczyć, jak będzie wyglądać zimą. Jak tylko zobaczyliśmy pierwszy śnieg, od razu zapakowaliśmy sprzęt i pojechaliśmy. Fajnie udało się porównać te ujęcia.

Planujecie tam jeszcze wrócić?
Czekamy na wiosnę i lato. Chcemy pokazać cztery pory roku w tym miejscu.

To wasze ulubione miejsce do fotografowania?
Ostatnio najczęściej można nas spotkać w rejonie stawów przygodzickich. Właśnie tam łapiemy kadry. Staw Trzcielin, Dębnica, Kocięba, Antonin, Ludwików. Ale zapuszczamy się też regularnie dalej, w głąb Doliny Baryczy. Jedno z moich ulubionych zdjęć to Staw Górnik. Zobaczyliśmy na mapie satelitarnej, że są tam niezwykłe wyspy. Jest ich mnóstwo i dlatego postanowiliśmy odwiedzić to miejsce.

To jest ta lokalizacja, w której ziemia otoczona wodą przypomina kształtem ludzką dłoń?
Dokładnie. Niektórzy widzą tam psa, inni stopę Godzilli, a kolejni właśnie odcisk dłoni. W tamtej okolicy zaczynają się stawy rybackie, na teren których nie można wejść. Ale drona możemy tam wysłać. Mamy zresztą wytyczne Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, jak korzystać z przestrzeni powietrznej na tym obszarze.

Można powiedzieć, że odkrywasz pewne miejsca na nowo. Pokazujesz to, czego nie widać.
Taka nowa perspektywa jest niesamowita. Ta geometria, niesamowite wzory, kolory… Miejsca, które nas otaczają z lotu ptaka, wyglądają zupełnie inaczej. Poza tym do niektórych z nich po prostu nie da się wejść, ale dron doleci wszędzie i dzięki niemu mamy możliwość podziwiania tych pięknych widoków.

Czym fotografujesz?
Mam kilka modeli dronów: DJI z serii Mavic, Phantom i Yuneec. Na początku przygody nie inwestowałem w sprzęt z najwyższej półki, bo nie wiedziałem, jak ta pasja się rozwinie. Ale teraz stała się ona pomysłem na siebie i styl życia. Dlatego mam plany na przyszłość, chcę w to inwestować i pod tym względem się rozwijać.

Co ci to daje?
Traktuję to jako ucieczkę od pracy, codziennego zgiełku życia. Ładuję nie tylko te akumulatory w dronach, ale daje to też też energię do działania. Warto mieć pasję, dzięki której można się realizować.

Znałeś wcześniej Dolinę Baryczy, czy dopiero wycieczki z dronem pozwoliły Ci ją odkryć?
Znałem, ale im więcej fotografujemy z żoną, tym częściej odkrywamy nowe miejsca. Nie tylko my coraz bardziej poznajemy Dolinę. W ostatnich latach staje się coraz popularniejsza wśród turystów. Jedni przyjeżdżają tam na spacer, inni, żeby pojeździć rowerami, przepłynąć się kajakiem, a my latamy dronami.

To właśnie z lotu ptaka trafiliście na wrak samolotu pasażerskiego w Starym Oleśnie?
Zobaczyliśmy go na zdjęciu satelitarnym i postanowiliśmy tam pojechać. Nie ukrywam, że lubimy takie miejsca. To nie jest typowe zdjęcie, jakich pełno chociażby znad morza czy z gór. Ten wrak znają głównie miejscowi. No i przede wszystkim znajduje się stosunkowo blisko naszego miejsca zamieszkania, więc był to jeden z celów podróży. Mamy też kilka obranych na ten rok. Zobaczymy, jak będzie z ich realizacją.

Na przykład jakie?
Na pewno jest to polskie morze. W szczególności wschód słońca, ale też takie kadry, jak chociażby porty rybackie z kutrami na czele. Następnym celem jest wiosna w Dolinie Baryczy. Sfotografowanie budzącej się do życia przyrody. Wtedy będziemy mieć mnóstwo zieleni, kwitnące drzewa i rzepak. Będzie to dobry czas, na poszukanie malowniczych krajobrazów. Może uda się wydać fotoksiążkę z tego regionu.

Jak wygląda planowanie wypraw?
Głównym wyznacznikiem są warunki atmosferyczne. Zawsze przed wyprawą staramy się sprawdzać pogodę. Zazwyczaj sprawdzamy mapy satelitarne, które pokazują stopień zachmurzenia w danym regionie. Pomocne są też aplikacje przedstawiające wysokość chmur czy prędkość wiatru. Bezpieczeństwo takich lotów to podstawa. Fotografowanie z powietrza jest bardziej skomplikowane niż z ziemi. Trzeba pamiętać, że są miejsca, w których nie można latać dronami. Należy korzystać z aplikacji, która zawiera dane o aktualnych przestrzeniach powietrznych. Na taką wyprawę najbardziej lubimy wstać o świcie, żeby sfotografować wschód słońca. Wtedy na niebie są najpiękniejsze kolory. To jest tak od 45 do 30 minut przed całkowitym wschodem słońca.

Tak zwana złota godzina.
Dokładnie. Wtedy światło się dopiero przebija i można zaobserwować niesamowite kolory. Czasami wstajemy o 3.00 lub 4.00 nad ranem, żeby dojechać nad stawy w Dolinie Baryczy i sfotografować wschodzące słońce. To jest coś niesamowitego. Zwłaszcza z perspektywy drona. Kiedy się stoi na ziemi, też oczywiście widać, ale największy efekt robi ujęcie z góry na panoramę tych stawów.

Zawsze wam się udało trafić z pogodą, czy mieliście niespodzianki, że albo widok jest nie taki, jakiego oczekiwaliście, albo aura nieodpowiednia?
Dużo było takich sytuacji. Często kiedy jest zachód słońca, to pojawiają się chmury i słońce nie zajdzie całkowicie tak, jakbyśmy tego chcieli. Ale to też ma swoje uroki, bo wtedy odbija się ono od chmur i daje efekt, który warto sfotografować. Czasem warto czekać do ostatniej chwili, pogoda jest naprawdę nieprzewidywalna.

Różne pory roku i zmieniające się warunki atmosferyczne wymagają od ciebie nabycia dodatkowych umiejętności, żeby zdjęcie wyszło takie, jakiego oczekujesz? Obaj doskonale wiemy, że wciśnięcie spustu migawki to nie wszystko.
Dron posiada takie same ustawienia, jakie ma aparat fotograficzny. Czyli możemy zrobić zdjęcie w trybie auto, ale też istnieje możliwość zrobienia go w trybie manualnym. Można ustawić odpowiednie ISO, przysłonę, czas otwarcia migawki. Zawsze fotografuję i zapisuję zdjęcia w formacie RAW. Pozwala to na zachowanie odwzorowania obrazu i na dalszy proces postprodukcji zdjęć. Poza tym czytam dużo poradników, odbyłem kursy, więc cały czas inwestuję w tę pasję. Robiąc zdjęcia, trzeba też zwrócić uwagę na sprzęt, bo są różne warunki atmosferyczne. Kiedy jest mgła, że nic nie widać, wiadomo, że nie wystartuję dronem, bo w środku jest elektronika, a w powietrzu woda i duża wilgotność, więc nie jest to bezpieczne.

Zdarzyły ci się jakieś niespodziewane wypadki?
Na szczęście nie. Ani takie pogodowe, ani żadne inne. (śmiech) Te nowoczesne drony są pozycjonowane cały czas przez system GPS, który utrzymuje je w powietrzu, a to pozwala uniknąć jakiegoś niepożądanego zdarzenia.

Czy pasjonaci fotografii z lotu ptaka utrzymują ze sobą kontakty? Wymieniają się ciekawymi miejscami albo wiedzą?
Tak, jest sporo różnych grup chociażby na Facebooku. Jest ich coraz więcej, bo ten temat staje się bardzo popularny. Też do nich należę.

Planujesz w przyszłości zająć się tylko tego typu fotografią?
Cieszę się, że nie muszę inwestować w tę pasję i zarabiam na niej pierwsze pieniądze. To nie są tanie rzeczy, więc kiedy trafi się jakiś projekt do zrealizowania, to jak najbardziej z niego korzystam. Na pewno chcę dalej ten temat rozwijać, a co będzie w przyszłości, to zobaczymy.

Masz już plan na najbliższą wyprawę?
Czekam aż zrobi się nieco cieplej i zniknie śnieg. Kiedy lód topnieje, to na stawach może się zrobić piękny pejzaż.

Projekt Look_drone Łukasza Kiełtyki i jego żony Kingi Szewczyk-Kiełtyki możecie śledzić na Facebooku, Instagramie oraz YouTubie.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Łukasza Kiełtyki.

sebastian.matyszczak@tvproart.pl

5 KOMENTARZE

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick