Osiemnaście długich lat musieli czekać kibice Astry Krotoszyn na powrót drużyny do czwartoligowych zmagań. W niedzielę zespół prowadzony przez Leszka Krutina zainaugurował sezon starciem z Nielbą Wągrowiec pokazując kawał dobrego futbolu. Sześć bramek i zmieniające się nastroje, a na koniec radość z wygranej – to najlepsza rekomendacja, żeby w sezonie pojawiać się na obiekcie w Krotoszynie.

Już poprzedni sezon pokazał, że w Krotoszynie powstaje zespół budowany na stabilnych fundamentach. Nowy stadion, ciekawa drużyna, a przede wszystkim kibice dali wiatr w żagle, który zapewnił awans do IV ligi. Pierwszy mecz nowej kampanii, imponująca frekwencja mogły sparaliżować beniaminka. Nic z tych rzeczy, Astra już w dziewiątej minucie wyszła na prowadzenie, przejmując inicjatywę. Rozluźnienie na koniec pierwszej połowy podcięły skrzydła gospodarzom, którzy schodzili do szatni przy remisie 1:1. Bramkę nieprzeciętnej urody, po indywidualnej akcji zdobył Kacper Skarbiński.
Astra zachowała spokój. Miała przewagę w pierwszej połowie, więc trener Leszek Krutin miał w szatni prosty przekaz. Gramy tak dalej, konsekwentnie, skutecznie, a przede wszystkim uważnie, twardo z tyłu, a kolejne bramki będą kwestią czasu.
Kliknęło. Astra grała uważnie i konsekwentnie. W 50. minucie stały fragment gry na bramkę zamienił Adam Staszewski i Astra znów była na prowadzeniu. Pięć minut później, Nielba drugi raz w tym spotkaniu doprowadziła do remisu, dając nadzieję kibicom na szczęśliwy powrót do domu. Błąd obrońców i gapiostwo gospodarzy wykorzystał Rafał Leśniewski, który strzałem głową pokonał bramkarza gospodarzy.
Błędy Nielby Wągrowiec pogrążyły drużynę Tomasza Jerzembowskiego. Staszewski chwilę po strzeleniu pierwszego swojego gola, miał bardzo dobrą sytuację by wyprowadzić drużynę na kolejne prowadzenie. Chwilę później składnej akcji golem nie zamknął Jakub Goliński, który był w tym momencie najaktywniejszym piłkarzem na boisku. Poprawił się w 62. minucie, wyprowadzając gospodarzy po na prowadzenie. Zimnokrwiści gospodarze poszli za ciosem w 76. minucie, podwyższając na 4:2.
Skomentuj ten wpis jako pierwszy!
Dołącz do dyskusji
Dodaj swój komentarz