
Pomysł był prosty, choć jego realizacja wymagała ogromnego wysiłku: wsiąść na rowery w Walii i dotrzeć nimi do Polski. Dla trzech znajomych z czasem stało się jednak jasne, że wyprawa może oznaczać coś więcej niż tylko sportowe wyzwanie. – Przeprowadziliśmy się na wyspy z różnych powodów wiele lat temu i pomysłem tego wyjazdu było połączenie naszych dwóch ojczyzn, czyli Walii i Polski, tak zwaną drogą przyjaźni – opowiada Tomasz Marek. I tak rozpoczęła się licząca około 1900 kilometrów podróż z Wrexham do Ostrowa Wielkopolskiego.
Uczestnicy chcieli, aby ich wyprawa była symbolem czegoś więcej niż pokonania kolejnych kilometrów. – W tym całym chaosie, który jest na świecie, mnóstwo wojen, niezgody, hejtu, chcieliśmy pokazać, że ludzie są wspaniali – mówi Tomasz. Jak się okazało, kolejne dni podróży szybko dostarczyły im dowodów na to, że taka idea ma sens. – Każda napotkana osoba na naszej trasie była bardzo empatyczna. Naprawdę ludzie są kochani i warto nieraz zboczyć z utartych szlaków, żeby pokazać to, że właśnie tak jest – dodaje.
A powodów do spontanicznych spotkań i niespodziewanych sytuacji nie brakowało. Choć trasa była wcześniej zaplanowana, rzeczywistość nie zawsze chciała się do niej dostosować. – Każdy dzień niósł za sobą mnóstwo spontanicznych spotkań, mnóstwo niespodziewanych tras. Mimo że zaplanowane wcześniej, okazywały się praktycznie nieprzejezdne – wspomina już dzisiaj z sentymentem Krzysztof Rynkowski. Były również przebite dętki, leśne odcinki i konieczność modyfikowania trasy. Jednym słowem – prawdziwa rowerowa przygoda.
Wyprawa prowadziła przez sześć państw. Każde z nich zostawiło w pamięci rowerzystów inne wspomnienia. Szczególnie dobrze wspominają Belgię. Najbardziej dały im się we znaki warunki pogodowe, szczególnie wysokie temperatury w Niemczech.
Przygotowania opierały się przede wszystkim na treningach rowerowych. Bo choć przejechanie 120 kilometrów może być dla wprawionego rowerzysty osiągalnym wyzwaniem, czym innym jest pokonanie takiego dystansu przez jeden dzień, a czym innym – powtarzanie go przez kilkanaście czy kilkadziesiąt dni. – Co innego jest zrobić 120 kilometrów dziennie, a co innego jest zrobić 120 kilometrów przez 20 dni pod rząd, więc na pewno wymaga to przygotowania – podkreśla Tomasz Marek.
Najważniejszy cel wyprawy był jednak inny. Trzej rowerzyści postanowili wykorzystać swoją podróż, aby zwrócić uwagę na sytuację 9-letniego Antka, który zmaga się z dystrofią mięśniową Duchenne’a – ciężką, postępującą chorobą odbierającą dzieciom siłę i sprawność. Chłopiec wymaga rocznej terapii genowej w Dubaju. To bardzo kosztowne leczenie, którego celem jest zatrzymanie lub maksymalne spowolnienie postępu choroby. Koszt terapii wraz z niezbędnym leczeniem i opieką to około 15 mln zł. Uczestnicy chcieli, aby zainteresowanie ich wyprawą przełożyło się na realną pomoc. Już uzbierali ponad 10 tysięcy złotych, ale konto i zbiórka wciąż są aktywne.
Zbiórkę dla Antka można wesprzeć za pośrednictwem serwisu Siepomaga: Polacy jadą dla Antka – Wales Poland Bicycle Expedition Materiał o rowerowej przygodzie Polaków wyemitowała także Telewizja Proart w „Wydarzeniach” w piątek 21 sierpnia. Poniżej załączamy go w całości:
Skomentuj ten wpis jako pierwszy!
Dołącz do dyskusji
Dodaj swój komentarz