Jeżeli w światku żużlowym istniałaby Galeria Sław, jak ma to miejsce w lidze NBA, to z pewnością już dawno znalazłby się w niej Tai Woffinden, trzykrotny Indywidualny Mistrz Świata. Swego czasu zawodnik wybitny, lojalny, przywiązany do barw klubowych, szanowany przez kibiców na całym świecie, może nawet dzięki ekscentrycznemu zachowaniu. W momencie, kiedy wszyscy trzymali kciuki za jego powrót, odpłaca się w sposób, który wielkiemu mistrzowi nie przystoi!

– Sam trenowałem tu w środę i tor był bardzo przyczepny. Przez miesiąc przygotowywaliśmy motocykle i silniki, upewniając się, że wszystko jest gotowe na przyczepną nawierzchnię, a potem przyjeżdżamy na coś takiego. Przez dwa wyścigi próbowałem jechać na jednym motocyklu, potem go zmieniłem – było trochę lepiej, ale mniejsza z tym, to nie ma znaczenia. Jest jak jest. Dostaliśmy lanie od lepszej drużyny i nie zasłużyliśmy na wygraną – powiedział Woffinden po przegranej jego drużyny 39:51 z Abramczyk Polonią Bydgoszcz, dodając jeszcze – nie będę już trenował w Ostrowie, bo to nie ma sensu. Będę traktował to jak mecz wyjazdowy.
„Woffinden ma dość”, „Woffinden grzmi po klęsce” czy „Gorąco w Ostrowie po słowach mistrza świata” – krzyczą tytuły prasowe o niedzielnym spotkaniu, po którym 15 lat młodszy Wiktor Przyjemski powiedział z kolei – Trzeba było być dzisiaj bardzo czujnym odnośnie toru. Warunki zmieniały się praktycznie po każdym biegu. Było bardzo gorąco, do tego wiało i tor szybko przesychał. Mam wrażenie, że gospodarze nie spodziewali się czegoś takiego. Liczyli, że nawierzchnia będzie podobna do tej, jaka była w pierwszej serii.
Brytyjczyk zdobył w niedzielę pięć punktów, jeden po defekcie rywala, drugi na poobijanym w drugim biegu Kacprze Andrzejewskim. Przyjemski odjechał najlepszy mecz w sezonie na torze, którego nigdy nie lubił, co często powtarza. Wychowanek Polonii zakończył mecz z wynikiem 11+2…
Tego samego dnia, swój mecz na domowym torze miał mistrz Polski z Torunia, który nie kryje, że ma problem z powtarzalnością nawierzchni. Po jednym z biegów zapytany o tę sytuację Emil Sajfutdinow odpowiedział, że to nie ma znaczenia. – To zawodnik musi dostosować się do nawierzchni, nie nawierzchnia do zawodnika – dodając. Rosjanin wywalczył w tym spotkaniu 12 punktów.
Ale wracając do Taia Woffindena. Ten obwinił takim stanem rzeczy trenera Tomasza Bajerskiego, który wraz z toromistrzem przygotowuje tor przed domowymi meczami. Bardzo aktywny w mediach społecznościowych Brytyjczyk chyba nie czytał lub nie słyszał, co przez całą zimę mówił o nim trener jego nowego zespołu, w którym został wybrany kapitanem. Bajerski wielokrotnie tłumaczył się za trzykrotnego mistrza świata, kiedy ten nie chciał startować w meczach sparingowych. Wielokrotnie powtarzając, że Woffinden to trzykrotny mistrz świata i kto jak nie on miałby sobie poradzić z powrotem na tor po tylu poważnych kontuzjach. Po spotkaniu w Pile, kiedy kapitan Ostrovii po dwóch biegach nie chciał dalej kontynuować jazdy, także stanął po jego stronie.
I nawet jeśli Woffinden, nie ma już ochoty trenować w Ostrowie Wielkopolskim, to niech nie kryje zaskoczenia, że klub może mieć poślizgi z wypłatami, bo to kibice są jedną ze składowych budżetu. A Ci nie kryją oburzenia słowami swojego kapitana, który to w trudnych momentach powinien dawać przykład pozostałym i znaleźć najlepsze rozwiązanie zaistniałej sytuacji.
To wszystko się nie klei. Tym bardziej, że równo miesiąc temu Brytyjczyk ze łzami w oczach dziękował klubowi, że ten już zimą chciał go w swoim składzie, mimo niepewnej sytuacji zdrowotnej, okazując wdzięczność. – Czuję wdzięczność za to, że wierzyli we mnie w tak trudnym momencie. Dlatego będę chciał spłacić do zaufanie do końca sezonu – mówił. Mistrzu, milczenie czasem jest złotem. Czekamy na rozwój sytuacji z nadzieją, że jeszcze nie raz zaśpiewasz z kibicami ostrowskiej drużyny „Tai, Tai Woffinden!”.
Skomentuj ten wpis jako pierwszy!
Dołącz do dyskusji
Dodaj swój komentarz