Rebud KPR Ostrovia wygrała mecz 6. serii Lotto Superligi w Piotrkowie Trybunalskim 34:30 (20:12). To trzecie zwycięstwo w sezonie biało-czerwonych, którzy od pierwszych minut byli stroną przeważającą. W drugiej połowie zapomnieli jednak, że gra się przez 60 minut, za co trener Kim Rasmussen będzie miał pretensje do swojego zespołu. Dziurawa obrona, duża ilość strat i momentami nonszalancka gra gości sprawiła, że najsłabsza drużyna trwającego sezonu wygrała drugą połowę 18:14.

Nawet przedmeczowe wypowiedzi przedstawicieli Rebud KPR Ostrovia o trudnym terenie w Piotrkowie Trybunalskim mało kto brał na poważnie. Piotrkowianin na ten moment jest najsłabszą drużyną Lotto Superligi, pewniakiem do spadku. Dlatego biało-czerwoni mieli pojechać na teren rywala, zamknąć mecz po kwadransie gry i w dalszych minutach powiększać przewagę. Wywiązali się tylko z pierwszej części planu, kiedy już w pierwszej połowie prowadzili różnicą dziesięciu trafień.
Na drugą część ostrowski zespół nie wyszedł z szatni. Głowami szczypiorniści Rebud KPR Ostrovia byli już w domach. Przynajmniej tak wyglądała ich gra po przerwie. Piotrkowianin rozmontowywał defensywę rywala, rzucając aż 18 bramek. Biało-czerwoni popełniali rażące błędy, które nie przystoją drużynie grającej na tym poziomie. Na plus fakt, że trener Kim Rasmussen, który nie miał do dyspozycji Roberta Kamyszka i Joela Ribeiro dał minuty wszystkim pozostałym zawodnikom. Mecz skończył się zwycięstwem gości 34:30. Teraz przed Ostrovią rywalizacja w Pucharze EHF z GSK Stambuł.
Skomentuj ten wpis jako pierwszy!
Dołącz do dyskusji
Dodaj swój komentarz