DODAJ MATERIAŁ dodaj wideo, zdjęcie, tekst
DODAJ MATERIAŁ dodaj wideo, zdjęcie, tekst

Wojtek Gawroński i Australia. Za nim pierwsze dni podróży rowerem

Dobiega końca pierwszy tydzień wyprawy Wojtka Gawrońskiego po Australii. Ostrowski podróżnik przejechał już kilkaset kilometrów zmierzając z Sydney do Melbourne. Oto, jakie przygody go spotkały.

Fot. archiwum Wojtka Gawrońskiego

Wojtek Gawroński na dobre rozgościł się w Australii. Za nim już pięć dni jazdy rowerem po krainie kangurów. Wylądował w Sydney, a gdy poskładał rower, ruszył na zwiedzanie miasta. Najpierw zameldował się w Konsulacie Generalnym RP. Początki nie były łatwe,, bo zmiana czasu i znalezienie się nagle na drugim końcu świata to nie małe wyzwanie dla organizmu.

Pracownicy Konsulatu przyjęli go z otwartymi ramionami i zaprosili na wspólnego grilla z Polakami mieszkającymi w tym mieście.

Pogoda w Sydney rozpieszcza. Jest gorąco i słonecznie. Prawdziwe lato, choć to ta nieco chłodniejsza część roku. Po wyjeździe z miasta trafił do domu pana Jurka – kolejnego Polaka, który ugościł go i zapewnił wszystko, co potrzeba.

Kierunek Melbourne obrany i pierwsze ponad 200 km w nogach Wojtka. Odległość dzieląca Sydney od tego miasta to ponad niemal 900 km. „O poranku miałem nawet 17 st i razem z wiatrem czułem chłodzik. Mijam fajne miasteczka a słońce się rozkręca. Pod koniec dnia zajadam pizzę i szukam noclegu. Miałem spać na dziko ale w pobliżu znalazłem camping państwowy i z ciekawości postanowiłem tam właśnie nocować. Nocka kosztowała mnie ok 40 zł” – relacjonuje swój trzeci dzień Wojtek.

Nocki są przyjemne pod kątem temperatury, ale deszcz dał się we znaki i ostrowski podróżnik musiał zwijać o poranku mokry namiot. Jednak nie ma tego złego. Kapryśną aurę wynagradza spotkanie. Polaka. Michała. „Na trasie zatrzymuje się Michał, który częstuje mnie colą i cennymi wskazówkami. Dużo kilometrów pokonuję bardzo ruchliwymi drogami. Michał polecił mi aplikację do szukania miejsc noclegowych, która działa rewelacyjnie i dlatego dziś udaje mi się spać na darmowym miejscu kempingowym” – opowiada Wojtek.

Za nim już pięć dni jazdy. Dzienna średnia to niespełna 100 km. Statystyki nieco zaniżają wyniki dwóch pierwszych dni, kiedy to podróżnik aklimatyzował się i regenerował po podróży. Na jego koncie już przejechanych 430 km, co daje ponad 1 500 zł od sponsorów wyprawy (którzy wpłacają pieniądze za każdy pokonany kilometr) dla małej Hani z gminy Nowe Skalmierzyce.

0 Dołącz do dyskusji

Napisz do autora

Skomentuj ten wpis jako pierwszy!

Dołącz do dyskusji
Dodaj swój komentarz