Z Polską związał się po raz pierwszy w 2010 roku, kiedy ZPRP zaproponował mu pracę z kobiecą reprezentacją. Wielu zastanawiało się wówczas, co stoi za tą decyzją. Nieznany trener, bez większych sukcesów selekcjonerem biało-czerwonych? Doszło nawet do sytuacji, że środowisko kobiecej piłki ręcznej poróżniło się, twierdząc że w Polsce jest wielu lepszych trenerów, którzy mają większe kompetencje od Duńczyka. Rasmussen bardzo szybko zagrał na nosie wszystkim krytykantom, wprowadzając reprezentację Polski na poziom, o którym jeszcze kilka miesięcy wcześniej nikomu się nawet nie śnił.

Po ledwie dwóch latach pracy z reprezentacją mógł cieszyć się z awansu na mistrzostwa świata, co uznano za duży sukces, bowiem Polki na dwóch poprzednich mundialach nie grały. Kilka miesięcy później mecze biało-czerwonych pokazywała TVP w kanałach otwartych, bowiem kadra prowadzona przez Kima Rasmussena grała o medale mistrzostw świata. Tak było w 2013 i 2015 roku. Duńczyk przeciętną reprezentację wprowadził na salony. Dwa półfinały z rzędu to wynik, którego nikomu przed nim nie udało się osiągnąć. Po nim… również.
Po drugim półfinale mistrzostw świata o Rasmussena zaczęli pytać najwięksi. Z CSM Bukareszt wygrał kobiecą Ligę Mistrzyń. Pracował z takimi reprezentacjami jak Węgry czy Czarnogóra. Później o Duńczyku znów zrobiło się cicho. Powód? Brak sukcesów, kolejne zwolnienia.

W 2023 odważny ruch wykonali działacze Klubu Piłki Ręcznej Ostrovia. Szukając nowej krwi na ławce trenerskiej wykonali telefon do Rasmussena. Ten zgodził się na nowy rozdział w swoim życiu – pracę z mężczyznami. I podobnie jak w 2010 roku, trzynaście lat później wiele osób ze środowiska piłki ręcznej dziwiło się, co miałby zmienić facet, który wcześniej pracował tylko i wyłącznie z kobietami.
W Ostrowie Wielkopolskim Duńczyk odnalazł przede wszystkim spokój. Coś, czego brakowało mu u poprzednich pracodawców. 1,5 roku później doprowadził mały klub z małego miasta do trzeciego miejsca w ORLEN Superlidze, zgarniając Gladiatora dla najlepszego trenera. Razem z Rebud KPR Ostrovią zagrał w Europie, co także kilka miesięcy wcześniej nie śniło się… wiadomo komu. Nikomu.
Dziś wiemy, że Rasmussen, który znów znalazł się na radarze właścicieli większych, bogatszych klubów stawia na stabilizacje i spokój. Kilka dni temu przedłużył ważną umowę do 2029 roku z ostrowskim klubem. W rozmowie z naszym portalem i Telewizją Proart opowiada o czynnikach, które pomogły mu w podjęciu takiej decyzji.
Skomentuj ten wpis jako pierwszy!
Dołącz do dyskusji
Dodaj swój komentarz