
Wojtka od Perth, gdzie zakończy się jego rowerowa wyprawa, dzieli już tylko ok. 700 km. W przybliżeniu, bo z każdą godziną Ostrowianin zbliża się do tego celu. W niedzielę dotarł do Norseman. To miejscowość w południowo-zachodniej Australii, skąd będzie kierował się dalej na zachód.
Ostatnie dni to przeplatanka zmiennej pogody. Raz palące słońce, innym razem deszcz i wiatr. Trudne warunki dla rowerzysty i podróżnika mieszkającego w namiocie, przemierzającego pustynne tereny Australii niemal samotnie. Otoczony niemal wyłącznie dziką przyrodą.
Jednak nie samym rowerem Wojtek żyje. Po dotarciu do Adelaide (ponad 2 300 km od startu podróży) przyszedł czas na odpoczynek w miłym towarzystwie i zwiedzanie miasta. Ale bez roweru. Wojtek wybrał pociąg i spacery. Był to relaks, ale też ulga dla kręgosłupa, który dostał w kość od ciągłej jazdy jednośladem.
W Australii jest też okazja, by spotkać Polaków. Wspólna kawa z Alicją i znowu na rower. Ale nie samemu, a z Władkiem – innym rowerzystą z Polski. Spotkali też Michała. „Na przystanku w Two Wells podjeżdża do mnie na rowerze Władek, z którym zaczynam rozmawiać i dalszą drogę jedziemy razem, ponieważ on też kieruje się w stronę Perth. Dojeżdżamy do Port Wakefield i w trójkę rozbijamy się pod stacja benzynową. Spędzamy bardzo miło wieczór, ale już następnego dnia Michał jedzie w stronę Adelaide, a my z Władkiem dalej na północ” – relacjonuje ostrowski podróżnik.
WIDEO: Odjechali dopiero w końcówce. „Stalówka” traci tylko dwa punkty do podium
Każdy dzień to seria ok. 80-100 km. W zależności od pogody i energii. Daleka i intensywna podróż daje się mocno we znaki. Dlatego trzeba regulować tempo i pilnować czasu. „Suszę namiot przed spaniem i uciekam w sen. Następnego dnia planuję wykręcić ok. 150 km. Na rowerze jestem do godziny 8:30 i ruszam w jeszcze bardziej puste tereny. Bardzo mały ruch na drogach i bardzo mało miasteczek po drodze. Po 90 km docieram dopiero do pierwszego sklepu w Kimba i robię zapasy na kolejne kilometry. Kolejne kilometry w jeszcze bardziej pustych terenach i docieram na kemping, który jest zrobiony z opuszczonego domu. Kończę dzień w nocy i jestem na nim sam, więc troszkę tu strasznie” – opisuje Wojtek Gawroński.
Tuż przed weekendem zameldował, że zebrano już dla Hani 10 000 zł. To znaczy, że taką kwotę sponsorzy wyprawy Wojtka wpłacą za przejechane przez niego kilometry. A jest ich już ponad 2 840.
W poprzednią sobotę rozpoczął się najtrudniejszy odcinek jego podróży przez Australię. Ceduna – to to miejsce, w którym zaczynają się prawdziwe ciężary. „1 200 km bez sklepów z samymi stacjami benzynowymi. Jest to odcinek, w którym nie ma sklepów, jest mało wody i mało jedzenia. Z internetem tutaj też bardzo kiepsko, więc moje relacje będą przez kilka dni bardzo ubogie o ile w ogóle będą. Trzymajcie kciuki, a ja znikam na chwilę. Odezwę się, jak tylko będę mógł” – zapowiedział.
Odezwał się i stąd wiemy, że ma już za sobą ten odcinek prowadzący właśnie do Norseman, skąd zameldował się w niedzielę, 22 marca. Wojtek musiał po drodze nosić nie tylko kask, ale także siatkę chroniącą go przed muchami. Gryzącymi. Widoki oceanicznego wybrzeża i piękne zachody słońca jednak rekompensują wiele.
CZYTAJ: Sensacja w finale! Nie miał sobie równych, a skończył poza podium
„Muchy są wszędzie. Na kempingu, w którym się zatrzymałem, spotkałem fajnych ludzi, którzy mi bardzo pomogli. Dali mi oponę ze swojego roweru. Dzięki temu mogę spokojnie jechać dalej. Dziękuję, Susan i Glenn. Nullabor mnie prawie zniszczył, a w sumie to nie Nallabor tylko muchy. Nie ma przyjemności z jazdy. W ciągu dnia rozbijam namiot trzy razy, żeby odpocząć od much” – pisze Wojtek. Jak wygrać z tymi owadami? Jechać, kiedy one śpią. I tak oto Ostrowianin wybrał nocną porę, aby nieco nadgonić kilometrów.
W ostatni piątek padł rekord. Po tylu dniach intensywnego wysiłku Wojtek przejechał jednej doby 181 km. Warto było. Za nim już 4 000 km i… jeszcze coś: „Przejechałem najdłuższą prostą drogę Australii – 146,6 km” – relacjonuje.
Wojtek jest w dobrym humorze i zmierza do celu. Czekamy na kolejne relacje z jego wyprawy, zdjęcia i materiały wideo. Jego podróż przez Australię możecie śledzić także na fanpage’u podróżnika: facebook.com/rowertojestswiat.
Skomentuj ten wpis jako pierwszy!
Dołącz do dyskusji
Dodaj swój komentarz