37-letni Bartek odbierał swojego syna – Igora z imprezy urodzinowej. Nagle jego serce przestało bić. Rozległy zawał zakończył jego życie, a Bartek pozostawił żonę i dwójkę swoich dzieci. Ich bliscy uruchomili zbiórkę, by pomóc żonie i dzieciom 37-latka w trudnej sytuacji.

Do tragedii doszło 11 stycznia tego roku. Bartek odbierając swojego syna z imprezy urodzinowej, doznał rozległego zawału serca. Świadkiem całego dramatu był 10-letni Igor. Mimo ogromnego strachu i szoku, wykazał się niezwykłą odwagą – natychmiast pobiegł po pomoc do innych rodziców rozchodzących się po urodzinach. Niestety, mimo pomocy, nie udało się uratować jego ojca.
W domu na Bartka czekała jego żona Wioletta, a także 7-letnia córka Helenka. W Igorze ojciec zaszczepił pasję do sportu. Chłopiec z ogromnymi sukcesami trenuje sztuki walki i bierze udział w turniejach w całej Polsce, co wiąże się z dużymi kosztami.
Bliscy zmarłego Bartka uruchomili zbiórkę, by pomóc jego żonie i dzieciom. 37-latek był jedynym żywicielem rodziny, a jego śmierć postawiła rodzinę w bardzo trudnej sytuacji finansowej: „Bartek był człowiekiem o wielkim sercu. Działał w różnych grupach pomocowych, wspierając osoby w kryzysie. Swoim zaangażowaniem pomagał dziesiątkom osób. Jego nagła śmierć to ogromna strata dla przyjaciół i znajomych, ale przede wszystkim niewyobrażalny ból dla jego najbliższej rodziny” – czytamy na stronie zbiórki.
Zbiórka powstała z myślą o zabezpieczeniu przyszłości dzieci Bartka. Zebrane środki w 100% zostaną przeznaczone na ten cel – na utrzymanie, edukację, rozwój oraz możliwość kontynuowania sportowych pasji Igora, zgodnie z tym, czego pragnąłby ich tata: „Prosimy Was o pomoc dla dwóch małych dzieci, które będą musiały dorastać bez taty. Każdy gest wsparcia to hołd dla Bartka, to uhonorowanie jego pamięci. To cegiełka budująca przyszłość jego dzieci, by dorastały w poczuciu bezpieczeństwa i wsparcia, którego ich tata zawsze dla nich pragnął”.
Rodzina Bartka oraz jego bliscy liczą na pomoc i ogromne serca darczyńców. Liczy się każda złotówka.
Skomentuj ten wpis jako pierwszy!
Dołącz do dyskusji
Dodaj swój komentarz