Wielkanoc wśród ziemiaństwa, czyli co ma wspólnego sękacz z Wieżą Eiffla

0
Fot. fanpage Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy
Z ilu jaj robiło się sękacz? Czym zdobiono Grób Pański w XIX wieku? Dlaczego chłopcy biegali z kołatkami po ulicach? Czym i w jakich ilościach obdarowywano służbę? Na te i wiele innych pytań odpowiadają członkowie rodzin ziemiańskich, których historie, w związku z Wielkanocą, przytoczyli we fragmentach przedstawiciele Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy. Publikujemy je na wlkp24.info.

Dzisiaj doskonale wiemy, jak wyglądają święta wielkanocne w polskich domach, choć niektóre tradycje i zwyczaje różnią się w zależności od regionu. A jak wyglądały w XIX i na początku XX wieku? Odpowiedzi na te pytania znaleźli w bogatych zbiorach żyjących w tamtych latach ziemian pracownicy Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy. I podzielili się nimi, bo okazja ku temu jest najlepsza z możliwych. Wszak mamy Wielkanoc.

Wspomnienie tego, co przeminęło

Ziemiaństwo stanowiło liczną i niezwykle ważną grupę społeczną przez wieki zamieszkującą polskie ziemie. Przedstawiciele tej warstwy społecznej mieszkali także w naszym regionie. Radziwiłłowie, Dobrzyccy, Chełkowscy, Gorzeńscy, Radolińscy… To tylko niektóre z nazwisk rodów herbowych zamieszkujących przez pokolenia Południową Wielkopolskę.

Jak podają członkowie Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego, w 1939 roku na terenach II Rzeczpospolitej istniało około 19 tysięcy siedzib ziemiańskich (około 15 tysięcy dworów i około 4 tysięcy pałaców).

W 2015 roku w rejestrze zabytków Narodowego Instytutu Dziedzictwa naliczono ich na terenie całego kraju 4 834 (dwory i pałace). Około 3 tysiące z nich to pozostałości po polskim ziemiaństwie (bez tzw. ziem odzyskanych) oraz bez pałaców w miastach. “Z dużą dozą dobrej woli można uznać, że ok. 150 dworów i pałaców istniejących w Polsce (poza miejskimi) zachowało walory architektoniczno-historyczne, nawiązujące do stanu oryginalnego. Jest to niecały procent stanu z 1939 roku” – informują.

Jak można przeczytać w książce zatytułowanej “Najnowsza historia Polski 1914–1993” autorstwa Andrzeja Alberta, w okresie międzywojennym ziemiaństwo liczyło 70 tysięcy osób. To mniej więcej tyle, ile wynosi populacja Ostrowa Wielkopolskiego). W ich rękach znajdowało się około 25 procent użytków rolnych i niemal 50 procent lasów II Rzeczpospolitej.

Dzisiaj po wielu rodach ziemiańskich pozostały jedynie historie, wspomnienia, pamiątki oraz nieliczne zabudowania. Tym cenniejsza zdaje się być praca osób, które poświęcają życie prywatne i zawodowe, aby kultywować pamięć o ziemianach, stanowiących przez setki lat o kształcie i sile naszego kraju.

Przygotowania do Wielkanocy

Przedstawiciele Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy sięgnęli do zapisków z pamiętnika (wydanego w formie książki) Marianny Jasieckiej z Polwicy nieopodal Zaniemyśla, która opisała dzieje swojej rodziny. Część tej historii stanowi opis Wielkanocy.

Opowieść o okresie świątecznym 1897 roku ubarwia wspomnieniami mamy Róży z Hoppów Malinowskiej (zwanej Busią), męża Michała oraz Marii (jednej z córek zwanej Maryńcią). Wspomina o Niedzieli Palmowej oraz rzeszy ludzi zmierzających w odświętnych strojach do kościoła, dzierżących w rękach palmy wielkanocne. “Do ustrojenia Grobu Pańskiego w naszym parafialnym kościele w Śnieciskach posłałam w tym roku bujne hiacynty w trzech kolorach: białe, liliowe i różowe. Udały się wyjątkowo naszemu ogrodnikowi, tak że cały stary modrzewiowy kościół w Śnieciskach pachniał jak wiosenny bukiet. Również w tym roku straż przy grobie pełnili odświętnie przybrani parobcy. Razem z Busią i ze wszystkimi dziećmi (prócz małej Stefci oczywiście) odwiedziliśmy Grób Pański w Wielką Sobotę. Michał też z nami pojechał” – napisała.

Mimo czasu zadumy, którym niewątpliwie jest okres Wielkanocy, Róża była tamtego roku radosna, na co złożyło się kilka czynników, które dokładnie opisała: Mimo że Wielki Tydzień podniosły powinien mieć nastrój, który potęgują chłopcy biegający po wsi z drewnianymi klekotkami, zastępującymi umilkłe na te dni dzwony kościelne, mnie jednak nie było smutno. Przyczyniła się do tego nadchodząca wiosna i przyjemne wspomnienia młodych lat”.

Także wówczas nadchodząca wiosna, cieplejsze oraz dłuższe dni skłaniały do porządków. Był to początek świątecznych i bardzo intensywnych przygotowań, w które – jak wynika z opisu – zaangażowani byli praktycznie wszyscy. “Na wsi w zabudowaniach majątkowych ludzie robią generalne porządki: bielą, myją, czyszczą izby, sprzęty, naczynia, w każdym domu, w izbach i w obejściach wszyscy starają się zaprowadzić porządek świąteczny. Gospodynie myją też dzieci, przygotowują dla wszystkich domowników odświętne ubrania – napisała Marianna Jasiecka.

Sękacz wielki, jak Wieża Eiffla

Jak opisała we wspomnieniach zachowanych do dzisiaj, “święcone” (święconka) składała się wówczas z chleba, kołacza z białej mąki, jaj gotowanych na twardo, wędzonego mięsa wieprzowego, kiełbasy, masła i sera. “Wszystko to ułożone w koszyku i ubrane zielenią niosą w Wielką Sobotę przed kościół, a ksiądz święci pokarmy. U nas ustawia się w salonie specjalnie ubrany stół ze święconym, pełen wypieków, babek i placków, a także różnorodnego mięsiwa, wśród którego króluje indyk i prosię, ponadto pasztety, kiełbasy, szynka, pieczenie itd.” – wyliczała.

Tradycją było również malowanie pisanek. Tą sztuką zajmowały się dziewczynki, a – jak wynika z dalszego opisu – najładniejsze robiła Maryńcia. Same jednak nie dałyby rady zaspokoić potrzeb, bo pisanki w tamtym domu cieszyły się ogromnym wzięciem, więc pracy było sporo: Celują też nasze pokojówki siostry Multańskie. Dobrze się składa, w tak dużym domu jak nasz potrzeba co najmniej dwie kopy (120 – przyp. red.) pisanek wielkanocnych.

Pracownicy muzeum w Dobrzycy dotarli też do wspomnień Heleny z Jaczynowskich Roth, ziemianki z Kresów. Ona również opisała przebieg wielkanocnych przygotowań w domu rodzinnym. Dzięki niej możemy wyobrazić sobie tamten czas i zestawić z tym, jak dzisiaj wyglądają przygotowania do świąt Zmartwychwstania Pańskiego chociażby pod kątem kulinarnym.

Wspominała, że jej ojciec (nazywany zdrobniale “tatusiem”) bardzo lubił baumkuch, czyli sękacza (inaczej: dziada), którego przygotowywano z 40-60 jaj. Oto jak opisywała skomplikowany proces jego przygotowania: “Najpierw masło ucierano „na śmietanę”, potem dodawało się po żółtku i łyżce cukru, dalej łyżka piany z białek, łyżka mąki, na koniec pół litra śmietany. Trwało to z dwie godziny. Wałek stożkowaty z korbą, owijało się ciasno, ściśle sznurkiem, obszywało płótnem, smarowało smalcem. Na podłożonych cegłach na przedpolu chlebowego pieca, pod okapem pomiędzy tymi cegłami, rozpalało się ogień z drzewa niesmolnego, żeby nie kopciło, a tylko grzało. O te cegły opierało się wałek, z którego ze szczytu wystawał gruby drut, a drugiej strony korba, którą się cały wałek obracało, jednocześnie polewając tym ciastem. Ściekające ciasto stwarzało sęki, zapiekało je się warstwami, i tak polewało się, obracało, ogień podniecało aż do końca. To znowu trwało ze dwie godziny. Gorący sękacz stygł przez noc, oparty na poprzeczkach przewróconego stołka. Nazajutrz równiutko obcinało się końca ciasta i płótna, by dostać się do sznurka. Trzeba go było wyciągnąć, aby stworzyć szparę ułatwiającą zsunięcie całego sękacza z wałka w stronę wyższego końca. Jak się udało, wspaniały sękacz zjeżdżał i na stole wyglądał jak wieża Eiffla. Niektóre gospodynie lukrowały go”.

Podarki dla służby

Nie jest tajemnicą, że ziemianie otaczali się służbą. W zacytowanych wspomnieniach poznaliśmy ogrodnika oraz pokojówek rodziny pani Marianny Jasieckiej. Zachowały się także relacje na ten temat pani Heleny z Jaczynowskich Roth: “Na Wielkanoc znowu piekło się baby, placki serowce, mazurki, wszystko to różne gatunkiem, żeby stół i służbę obdzielić. […] Jeżeli wieprze były bite przed samą Wielkanocą, pieczono też świeże mięso. Robiono wyroby, żeby było czym obdzielić na Wielkanoc i stół i służbę, bo pierwszego dnia nie gotowano obiadu”.

Jak wspominała, osobiście rozdawała podarunki, wręczając każdemu porcję mięsa i wędlin, które ważyły 1,5-2 kg. Do tego dochodziły: chleb i słodkie pieczywo.

– – –
Z cytowanych fragmentów mogliśmy skorzystać dzięki uprzejmości Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy, za co dziękujemy. Historie przygotowane przez pracowników muzeum wraz z grafikami znajdziecie na fanpage’u (tu, tu i tu). Komentujcie i lajkujcie!

Tę instytucję możecie obserwować także na Facebooku oraz Instagramie. Pracownicy muzeum prowadzą też osobny projekt “Ziemiańskie historie” (Facebook, Instagram), w ramach którego gromadzą informacje o ziemianach w formie cyfrowych zbiorów. Zachęcamy do lektury.

sebastian.matyszczak@tvproart.pl

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick