„Są kryzysy, gdy rozmawia się o rodzinie”. Pielęgniarki w Wolicy mierzą się z hejtem

4
W szpitalu jednoimiennym w Wolicy przebywa obecnie prawie 80 pacjentów. Każdy z nich jest w innym stanie, ma inne objawy i wymaga różnego rodzaju opieki. Nad wszystkimi czuwa personel, który jest już wykończony nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Pielęgniarki spotykają się z szykanowaniem i są z dala od swoich rodzin. Dyrekcja szpitala cały czas poszukuje dodatkowych rąk do pracy, zarówno wykwalifikowanych pielęgniarek jak i wolontariuszy.

Szpital w Wolicy, dotąd specjalizujący się w leczeniu gruźlicy i chorób płuc od 23 kwietnia jest szpitalem jednoimiennym dedykowanym chorym na COVID-19. Trafili tu w pierwszej kolejności chorzy z kaliskiego Domu Pomocy Społecznej i „Salusa”. – Obecnie mamy w szpitalu 78 osób, minionej nocy nie mieliśmy żadnych przyjęć, ale jedna nowa osoba dzisiaj będzie przyjęta. Chorych leżących jest 44, chodzących z pomocą – 14, samodzielnie – 20, pod respiratorem jest jedna osoba. Spośród wszystkich pacjentów 62 osoby mają zaburzeni świadomości – wyliczał dziś na konferencji prasowej dyrektor szpitala Sławomir Wysocki. Dodał, że 68 osób ma wynik dodatni a obecność wirusa SARS-CoV-2, wynik ujemny ma 10 osób, u tych pacjentów medycy czekają jeszcze na ostateczne potwierdzenie.

Dziś przed szpitalem w Wolicy wybrzmiały jednak słowa jednej z pielęgniarek, która w emocjonalny sposób opisała to, co dzieje się za murami lecznicy. – W tej chwili mamy prawie 9 procent pacjentów leżących, którzy wymagają całodobowej opieki. Wszystkie czynności przy nich trzeba wykonać, zarówno medyczne, jak i życia codziennego, czyli karmienie, podanie leków, umycie – mówi Ewa Młynarczyk, przewodnicząca Organizacji Zakładowej Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych przy WSZZOZ Chorób Płuc i Gruźlicy w Wolicy/k Kalisza. Opowiada, że wcześniej w szpitalu – owszem – przebywały osoby w różnych stanach, ale teraz skala osób wymagających pomocy w czynnościach życiowych jest ogromna. – Utrudnieniem są kombinezony, są bardzo szczelne, co za tym idzie ciasne… Do tego maska i przyłbica, więc jest w tym bardzo gorąco i czujemy ogromny dyskomfort – mówi Ewa Młynarczyk.

Problemem jest fakt, że personelu ubyło. Obecnie na prawie 80 pacjentów jest około 40 pracowników służby zdrowia. Na dyżurze jednorazowo są z reguły trzy pielęgniarki i tyle samo wolontariuszy. Dyrekcja szpitala zapewnia, że poszukuje kolejnych osób chętnych pełnić wolontariat w Wolicy, ale i gotowa jest zatrudnić nowych wykwalifikowanych pracowników. Osoby, które obecnie zostały na posterunku są zmęczone fizycznie, ale i psychicznie. Pielęgniarki spotykają się z hejtem, są szykanowane przez sąsiadów, odcięte od swoich rodzin. – Jedni spotykają się z aprobatą, nawet z gestami przyjaznymi, ale moje koleżanki opowiadają, że ich rodzinom nie wolno wejść do sklepu, jedna z koleżanek opowiadała, że sąsiad powiedział do niej: „Jak tu się pojawisz, będę strzelał z procy do ciebie” – opowiada pielęgniarka z Wolicy. Cała wypowiedź w załączonym materiale filmowy.

redaktor wlkp24.info
paulina.szczepaniak@tvproart.pl

4 KOMENTARZE

  1. Pani EWO i innym członkom personelu na Kochanej naszej Wolicy wszystkiego dobrego ,zdròwka i powodzenia obyśmy jak się to wszystko zakończy spotkali w zdrowiu ,pozdrawia Anna Supernak -Staniecka👍🙋😘☕💐

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick