„Przez neuroboreliozę nie mam sił, by zajmować się dziećmi” Poruszająca historia Edyty

8
Pani Edyta Łuszczek pochodzi z Ostrzeszowa, ma 30 lat, z zawodu jest neurologopedą. Kilka miesięcy temu lekarze zdiagnozowali u niej neuroboreliozę - najgroźniejszą odmianę choroby odkleszczowej i zespół móżdżkowy. Kobieta potrzebuje kilku tysięcy złotych miesięcznie na leczenie.

Życie pani Edyty legło w gruzach półtora roku temu, kiedy na świat przyszła jej druga córeczka Ola. – Wysiłek związany z porodem spowodował, że ta choroba tak się nagle rozwinęła, że nie byłam w stanie wziąć dziecka na ręce. Tak naprawdę wtedy wszystko się zaczęło. Owszem, wcześniej pojawiały się już pierwsze symptomy, ale nie zdawałam sobie sprawy, że mogę tak poważnie zachorować – opowiada pani Edyta.

30-latka zaraz po porodzie zaczęła tracić równowagę, pojawiły się problemy ze swobodnym poruszaniem się, zaburzenia mowy i podwójne widzenie. Lekarze przed długi czas nie potrafili jednoznacznie stwierdzić, co jej dolega. – Na początku wykluczyli boreliozę, zdiagnozowali u mnie zespół móżdżkowy. Dopiero po kilku miesiącach dowiedziałam się, że to nie borelioza, a neuroborelioza – opowiada.

Neuroborelioza brzmiała jak wyrok. To najgroźniejsza odmiana boreliozy, która atakuje cały układ nerwowy.

Do chwili urodzenia drugiej córeczki 30-latka wiodła normalne i szczęśliwe życie, pracując jako neurologopeda i wychowując obecnie 5-letnią córeczkę Hanię. Jej mąż przebywał w tym czasie za granicą. Niestety, pan Mateusz musiał zrezygnować z pracy i wrócić do Polski, by zaopiekować się żoną i dwójką dzieci. 30-latka nie jest w stanie się nimi zajmować, sama również potrzebuje pomocy przy zwykłych, codziennych czynnościach. Mąż wyręcza ją niemalże we wszystkim.

Rodzina mieszka wraz z rodzicami pana Mateusza w Palatach, w gminie Grabów nad Prosną. Przed tym, jak pani Edyta zachorowała, małżeństwo wzięło kredyt na budowę domu. – Gdybym mógł wstrzymać tę budowę i przeznaczyć ten kredyt na leczenie żony, to nie wahałbym się ani minuty, ale kredyt rządzi się swoimi prawami – mówi ze łzami w oczach pan Mateusz.

Mężczyzna jest obecnie na tzw. opiece nad żoną, rodzina utrzymuje się również z oszczędności. Ale oszczędności powoli się kończą. Większość z nich przeznaczone zostało na leczenie pani Edyty. Są już jednak znaczne postępy. – Znajomi zauważyli, że lepiej mówię, do niedawna bełkotałam. Ja również zwracam na to dużą uwagę, jako neurologopeda pracowałam z osobami, które miały uszkodzony mózg, kiedyś uczyłam ich mówić, a teraz sama się tego uczę. Powoli godzę się z tym, że nigdy nie będę pracowała już w swoim zawodzie, bo z taką mową nie ma szans. Mówienie kosztuje mnie sporo wysiłku, ale nie mogę pogodzić się z faktem, że mój mąż musi mi pomagać podczas gdy chcę wejść po schodach do pokoju dzieci lub iść do łazienki, nie wspominając już o innych czynnościach. Tak naprawdę nie potrafię nic sama zrobić, nawet naszykować jedzenia i położyć się spać – opowiada pani Edyta.

Niestety, leczenie pani Edyty, jak to w wielu przypadkach bywa, nie jest refundowane. Potrzeba kilku tysięcy złotych miesięcznie na to, by mieszkanka powiatu ostrzeszowskiego mogła wrócić do zdrowia. Kobieta, póki co, nie należy do żadnej fundacji. Małżeństwo jest w trakcie przygotowywania potrzebnej dokumentacji. Jest szansa, że uda się to załatwić już w kwietniu.

Jeżeli ktoś chciałby pomóc pani Edycie, może wpłacić pieniądze na jej prywatny numer konta: 35102022410000240200461665.

Więcej o chorobie 30-letniej mieszkanki powiatu ostrzeszowskiego dowiecie się już niebawem w Wydarzeniach Telewizji Proart.

redaktor wlkp24.info
anna.lawicka@tvproart.pl

8 KOMENTARZE

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick