Pieniędzy na leczenie jest coraz mniej. Ruszyła druga zbiórka dla Kasi Tomaszewskiej

5
screen z siepomaga.pl
Rozpoczęła się druga zbiórka pieniędzy dla Kasi Tomaszewskiej. Chorująca na nowotwór kobieta może przeżyć tylko dzięki drogiemu lekowi. Miesięczna kuracja to koszt rzędu ok. 20 tys. zł. To gigantyczne koszty, tym bardziej, że leczenie będzie musiało trwać prawdopodobnie całe życie, a w jej stadium choroby NFZ nie przewiduje refundacji. Szczegóły dotyczące zbiórki publikujemy na portalu wlkp24.info.

O Kasi Tomaszewskiej pisaliśmy już kilkukrotnie. M.in. przy okazji zbiórki pieniędzy na pokrycie kosztów zakupu drogiego leku – jedynego ratunku dla jej życia. Kobieta choruje na nowotwór. Po serii chemioterapii, zaczęła odzyskiwać siły. Została zakwalifikowana do leczenia, które kosztuje gigantycznie dużo – ok. 20 tys. zł miesięcznie. To koszty, których nie jest w stanie udźwignąć. Ani ona, ani jej rodzina czy przyjaciele. Dlatego po raz drugi prosi o pomoc wszystkich ludzi dobrego serca. – Zapas leku, na który udało mi się zebrać środki, skończy się w styczniu 2020 roku… A ja muszę brać go dalej! Bez leku czeka mnie powolna śmierć na oczach moich dzieci, pożyję maksymalnie 5 lat… Dlatego proszę o pomoc – uratuj mnie! – apeluje matka czwórki chłopców: Mikołaja, Michasia, Antosia i Wojtusia.

CZYTAJ: Dramatyczna historia Kasi Tomaszewskiej w Interwencji Telewizji Polsat. Zobacz!

Lek, który może utrzymać ją przy życiu jest refundowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, ale wyłącznie w momencie, kiedy doszłoby do nawrotu choroby. Kasia Tomaszewska nie może do tego dopuścić. Samotnie wychowuje dzieci, bo jej mąż zginął w wypadku kilka lat temu. Chłopcy oprócz niej, nie mają nikogo. – W ciągu kilku miesięcy straciłam dwie najbliższe mi osoby na świecie. We wrześniu 2015 roku Rafał zginął w wypadku motocyklowym. Data jego śmierci to najgorszy dzień mojego życia. Ból w sercu nigdy nie zniknie. Straciłam męża, najlepszego przyjaciela, drugą połowę. Moje dzieci straciły ojca. To był początek przepaści, w którą zaczęłam spadać. Pierwsza z serii tragedii, które spadły na moją rodzinę. Kilka miesięcy później straciłam również moją ukochaną mamę. Rak płuc… Gasła na naszych oczach. Zostałyśmy same z siostrą, Magdą. Razem płakałyśmy na grobie mamy. Byłyśmy dla siebie oparciem. A potem okazało się, że moja siostra ma raka piersi, a ja – raka jajnika – opowiada.

CZYTAJ: Ten lek jest ostatnią nadzieją. Trwa zbiórka pieniędzy. Każdy może pomóc!

Zbiórka internetowa w serwisie Fundacji Siepomaga.pl została określona na 232 314,60 zł. Do tej pory zebrano 4 185,40 zł, a więc 1,76 proc. potrzebnej kwoty. – Każdy dzień z moimi synami jest dla mnie bezcenny. Stracili tatę, ale mają jeszcze mnie. Będę walczyć. Byłam i jestem najszczęśliwszą mamą na świecie… Nie poddam się nigdy. Jeśli mi pomożesz – to dla nich będę żyć – dodaje.

ZBIÓRKĘ ZNAJDZIESZ POD TYM ADRESEM

sebastian.matyszczak@tvproart.pl

5 KOMENTARZE

  1. Jestem najlepszym przykładem tego, że naturalne leczenie powinno asystować leczeniu u lekarzy. Miałem przerzuty w raku nerki do kości krzyżowej, śledziony i wątroby, oraz jedno małe ognisko w mózgu. Rodzina prosiła abym poddał się chemioterapii więc się poddałem ale nie okazała się skuteczna. Zdecydowałem się szukać alternatyw i zdecydowałem się na stosowanie olejków z CBD Metodę stosowałem 3 miesiące czyli 20 kropli dziennie i wykonałem badanie PET i zniknęły wszystkie przerzuty oprócz jednego w śledzionie. Ten ostatni przerzuty zniknął po 2 miesiacach razie stosowania CBD. Stosowałem zarówno chemioterapie i metodę naturalną. Nie wiem co było ważniejsze, ale skoro po chemioterapii nic dobrego się nie stało, wydaje mi się, że i bez niej metoda olej CBD wyleczyła mojego raka. Dziwne, że w szpitalach przypisuje się tylko i wyłącznie leki i promieniowanie. olej CBD 5 % essenz który stosowałem kupowałem w Konopnej farmacji w Poznaniu

    • Leczenie konopne jest bardzo skuteczne i potwierdza to wiele przykładów jak i badań… niestety na chemii farmacja i lekarze ma lepszy zarobek 😉 Pozdrawiam życzę zdrowia #420

  2. Witam! Chcę powiedzieć, że ja biorę ten lek o który walczy pani Kasia.Tyle, że ja go mam na NFZ i kurację 3 miesięczną. W tym miesiącu jak będą dobre wyniki TK to kończę. Przyznam, że branie tego leku jest dla mnie uciążliwe. Pilnowanie się z jedzeniem. Bo 1 godzinę przed zażyciem leku nic nie jeść i 2 godziny po zażyciu leku nic nie jeść. Ja co prawda choruję na nowotwór od 2006 roku, najpierw nowotwór piersi, i chemioterapia. W 2014 roku zachorowałam na nowotwór jajnika IV stopnia. Lekarzom udało się zooperować to co było nieoperowalne. Ale wtedy pani doktor onkolog z Pleszewa skierowała mnie na badania genetyczne. I znowu była chemioterapia, miałam włączony też Avastin. Okazało się że mam mutację genetyczną. W 2018 roku nastąpił nawrót choroby, i znowu 6 cykli chemioterapii, a po chemioterapii otrzymałam ten lek.Życzę pani Kasi dużo zdrowia, sama dołączyłabym się z pomocą finansową, ale niestety jestem emerytką i po prostu też nie jest mi lekko. Chciałam się tylko dowiedzieć, jak pani Kasia czuje się po zażyciu tego leku, bo ja różnie. Czuję się osłabiona. Pozdrowienia dla pani Kasi. Małgorzata.

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick