Oskarżony mieszkaniec Ostrowa zmarł na zawał na sali rozpraw. Reanimacja trwała 1,5 godziny

5
Do tragicznej śmierci doszło w Sądzie Okręgowym w Kaliszu. W poniedziałek podczas rozprawy zasłabł mężczyzna oskarżony o składowanie odpadów niebezpiecznych na swojej posesji na terenie Ostrowa Wielkopolskiego. O sprawie było głośno kilka razy. Informowaliśmy o niej m.in. w 2018 i 2019 roku. W związku ze śmiercią oskarżonego, sprawa zostanie umorzona.

CZYTAJ: Okropny smród zaalarmował sąsiadów. Substancje chemiczne na posesji?

– Do tego przykrego zdarzenia doszło w wydziale karnym. Oskarżony stawił się do sądu i był reprezentowany przez pełnomocnika. Akt oskarżenia trafił do sądu, w dokumentach był zawarty także wniosek o dobrowolne poddanie się karze, oskarżone strony stawiły się na rozprawie i wtedy doszło do zasłabnięcia. Zostało wezwane pogotowie, reanimacja trwała bardzo długo, niestety, nie udało się go uratować – informuje sędzia Edyta Janiszewska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Kaliszu.

ZOBACZ TEŻ: Czyścił pojemniki z chemikaliami na prywatnej posesji. Chce poddać się karze

59-letni mężczyzna, który zmarł na zawał, chciał dobrowolnie poddać się karze. Chodziło o roczne pozbawienie wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na trzy lata. Dodatkowo zaproponowano, aby oskarżony zapłacił grzywnę w wysokości 200 stawek dziennych po 50 zł każda, nawiązkę w wysokości 30 tys. zł na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, otrzymał zakaz prowadzenia działalności gospodarczej przez osiem lat i pokrył koszty postępowania sądowego. Miała zostać także wywieszona publicznie w urzędzie informacja o wyroku  sądu w tej sprawie na okres sześciu miesięcy.

To była pierwsza rozprawa wyznaczona w tej sprawie. – Postępowanie zostanie umorzone. Podobna sytuacja miała miejsce bodajże w 2015 roku. Wtedy także nastąpił zgon na sali rozpraw w Sądzie Okręgowym w Kaliszu. Była to osoba, która dochodziła swoich praw w wydziale pracy i ubezpieczeń społecznych – dodaje.

sebastian.matyszczak@tvproart.pl

5 KOMENTARZE

  1. A to pewnie te baniaki, chemikalia na Pruślińskiej. Serce nie wytrzymało. Ciśnienie przyszło za duże. A ile mieszkańców natruł przez te lata. A jakie to były substancje nie dowiedzieliśmy się.

  2. Skoro zarzuty stawiane były w ten sposób: “sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach, czym spowodowano zagrożenie epidemiologiczne, szerzenie się choroby zakaźnej albo zarazy zwierzęcej lub roślinnej”
    tzn że substancje były bardzo szkodliwe….!!
    Szkoda że nikt nie chce ujawnić wyników badań laboratoryjnych…

    • Prawda i wyników próbek pobranych co to było się już nie dowiemy. Interes życia przepłacił życiem. I po co to było.

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick