Uważać, żeby nie przeszarżować

0

Pełen stadion i ponad 7 milionów telewidzów. SEC zgodnie z przewidywaniami, okazał się dużym sukcesem. Do tego Ostrovia – co już tak oczywiste nie było – dojechała do finału rozgrywek i ma szanse na awans do Ekstraligi. Żużel to znowu promocja dla miasta. Znowu, bo okoliczności ubiegłorocznego awansu entuzjazm wielu osób mogły… lekko przygasić.

Pierwszy raz na żużel poszedłem mając kilka lat. Iskra Ostrów jechała z Polonią Bydgoszcz. Nie bardzo wiedziałem o chodzi, ale kojarzyłem Tomasza Golloba. Przez większość meczu więc dosyć energicznie pana Tomasza dopingowałem. Kibice wokół dziwnym zachowaniem gnojka początkowo byli rozbawieni, potem coraz bardziej rozdrażnieni, ale w końcu to tylko dzieciak. Tyle wiem od ojca, bo sam pamiętam to jak przez mgłę.

Tak jak ostatnie lata Iskry. Znam to raczej z opowiadań. Wiem, że było biednie, ale czasami pięknie. Moja miłość do speedwaya przypadła już na tłuste lata Klubu Motorowego. Obecność obowiązkowa na każdym meczu. W domu grube stosy „Tygodnika Żużlowego”. W głowie składy i statystyki z Polski, Szwecji i Anglii. Wyniki sprawdzane w telegazecie. W końcu żużel przebił się do ogólnopolskich mediów, które zaczęły dostrzegać chociażby sukcesy reprezentacji w Drużynowym Pucharze Świata. Potem w telewizji zagościła liga.

Mówiło się, że Ostrów jest kojarzony w Polsce właśnie z żużla i koszykówki. Co więcej, często mówiło się, że żużel w Ostrowie to coś więcej niż sport, że jest to fenomen społeczny. W dużej mierze jest to pewnie aktualne do dzisiaj. W moim przypadku ten czar z czasem gdzieś prysł. Wypalił się. Jak metanol w silniku. Z wielu powodów. Chociaż utrzymywał się jeszcze po spektakularnej katastrofie, kiedy Klub Motorowy się zawalił, a poza wieloma świetnymi wspomnieniami zostawił po sobie jedynie długi.

Przez ostatnie kilka lat na swoją markę pracował już Żużlowy Klub Sportowy Ostrovia. Mozolna praca w lidze i organizacja bardzo dobrze ocenianych meczów międzynarodowych, zaowocowała organizacją finałowej rundy Speedway European Championships. Wszystko wypaliło znakomicie. W sobotni wieczór na stadionie zasiadł komplet publiczności, a przed telewizorami ponad 7 milionów widzów. Z pewnością była to największa impreza sportowa w Ostrowie od czasu finału indywidualnych mistrzostw świata juniorów na żużlu z 2007 roku (chociaż tamo wydarzenie kojarzy mi się głównie z oddawaną na ostatnią chwilę i do dzisiaj – po 8 latach! –  nie wykończoną trybuną główną stadionu). Z pewnością była to również świetna promocja dla miasta.

Do tego doszła świetna postawa drużyny na finiszu ligowych rozgrywek. Dziesięć punktów straty do Lokomotivu Daugavpils po pierwszym finałowym meczu daje realną szansę na awans do Ekstraligi. O Ostrowie znowu może być głośno. Przynajmniej w żużlowym światku. I będą to głosy zgoła inne niż po ostatnim sezonie.

Ja na stadionie ciągle bywam regularnie, chociaż przyspieszonego bicia serca już to wszystko u mnie nie wywołuje. Mówi się trudno. Ciśnienie się jednak nieraz podnosi. Na przykład kiedy gaśnie światło. W kategorii najbardziej żenujących wydarzeń sportowych, ubiegłoroczny, „elektryczny” mecz z Wandą Kraków długo pozostanie na szczycie mojej listy. I nie jestem w tych odczuciach odosobniony.

Trzeba przyznać, że krótka historia ŻKS-u jest dosyć burzliwa. Mieliśmy awans, spadek, zmianę zarządu, kolejny awans (w „niejasnych”, „słabo oświetlonych” okolicznościach). Mieliśmy świetnie zorganizowane imprezy międzynarodowe, a już za tydzień odbędzie się zdecydowanie najważniejszy mecz w historii tego klubu.

Żeby nie było za pięknie, w ostatnich tygodniach pojawiły się też informacje problemach. Oczywiście finansowych. W kwietniu miasto wypowiedziało klubowi umowę dzierżawy stadionu. Do tego czasu, na koncie ŻKS-u uzbierało się ponad 130 tys. zł długu z tytułu nie opłaconych należności. Dodatkowo miasto zapłaciło 33 tys. zł za wykorzystaną na stadionie energię elektryczną. Teraz miasto – jak mówią włodarze  „w formie wsparcia” – udostępnia klubowi obiekt za darmo. Sytuacja jest więc daleka od normalności, zwłaszcza, że klubów sportowych mamy w Ostrowie wiele, a na wsparcie liczy każdy.

Udana organizacja SEC z pewnością przyczyniła się do poprawy sytuacji w klubowej kasie. Pojawiły się też informacje o sponsorach gotowych wyłożyć pieniądze na ewentualną jazdę w Ekstralidze. Wszystko musi się jednak odbywać na zdrowych zasadach. Trzeba uważać, żeby nie przeszarżować, i nie wylądować na bandzie.  Do najwyższej klasy rozgrywkowej powróciła koszykarska „Stalówka”. Coraz głośniej dobijają się do niej również żużlowcy. Nie można też zapominać o szczypiorniaku, koszykówce żeńskiej, piłce nożnej itd. Od lat pojawia się pytanie, czy mały Ostrów na to wszystko stać? Nie tak dawno, w 2009 roku, okazało się, że niekoniecznie.

Przemysław Ciupka
redaktor wlkp24.info
przemyslaw.ciupka@tvproart.pl

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick