Dla mieszkańców Pleszewa był bohaterem. Dla władz PRL-u – nie. Kim był płk. Mozdyniewicz?

0
Fot. OHP Pleszew
Wielkimi krokami zbliżają się uroczystości związane z mianowaniem pułkownika dyplomowanego Mieczysława Mozdyniewicza na generała brygady. Zostały zaplanowane na 3 października w Centrum Kształcenia i Wychowania OHP w Pleszewie. To postać bardzo ważna i zasłużona dla Pleszewa. Jego kariera wojskowa przebiegała nad wyraz sprawnie i był doceniany przez zwierzchników, ale powojenne losy pułkownika nie były usłane różami. W czasach PRL miał problemy z pracą, a ZUS nie chciał go uznać za inwalidę wojennego.

Na temat życia pułkownika powstało kilka publikacji. Jedną z nich jest książka Beaty Kozłowskiej pt. „Pułkownik Mozdyniewicz żołnierz Polski niepodległej”. Autorka odwołuje się w niej nie tylko do dokumentów, dzieł innych autorów ale i rozmów z najbliższymi członkami rodziny. Czytamy w niej m.in., że po wojnie i zakończeniu służby pułkownik Mozdyniewicz miał problem ze znalezieniem pracy, a kiedy starał się w 1959 roku o rentę inwalidy wojennego – Zakład Ubezpieczeń Społecznych odmówił mu jej przyznania. Również choroby go nie omijały. Cierpiał m.in. na dusznicę bolesną, która bardzo utrudniała mu codzienne funkcjonowanie. To prawdopodobnie pokłosie wojskowego trybu życia, odniesionych ran, ciągłego stresu i odpowiedzialności za kraj i rodzinę, którą na siebie wziął.

– Pułkownik to nie tylko żołnierz walczący o niepodległość. To przede wszystkim człowiek, który po zakończeniu kariery wojskowej wrócił do świata cywilów. Dzisiaj wiemy, że jest postacią godną naśladowania. I dlatego organizując tę uroczystość chcemy naszej młodzieży jak najmocniej przybliżyć jego osobę, która może inspirować młode pokolenie. – wyjaśnia Krystian Piasecki, dyrektor centrum.

W 1946 roku Mieczysław Mozdyniewicz wrócił do Pleszewa, gdzie mieszkała jego żona wraz z dziećmi. Syn Mirosław wspominał, że po siedmiu latach rozłąki wszyscy byli z niego dumni. Wojskowi salutowali mu z szacunkiem na ulicach, jednak on miał problem z adaptacją do nowych, obcych mu warunków politycznych, jakie zastał po powrocie z obozu jenieckiego.

W książce Beaty Kozłowskiej czytamy, że polityka PRL-u nie była zbyt jasna dla pułkownika. Przyzwyczajony do reakcji na niesprawiedliwość – nie wahał się jej przeciwstawiać. A to nie podobało się ówczesnym władzom. Jego doświadczenia związane z instytucjami państwowymi, w tym z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych również nie należały do najlepszych. W 1949 roku pierwszy raz starał się o przyznanie renty inwalidy wojennego. Otrzymał odpowiedź odmowną. Kolejny wniosek odrzucono w sierpniu 1975 roku.

Dopiero na podstawie ustawy z 29 maja 1974 roku o zaopatrzeniu inwalidów wojennych oraz ich rodzin decyzję zmieniono i na krótko przed śmiercią w październiku pułkownik Mozdyniewicz dowiedział się, że renta została przyznana. Nie zdążył się nią jednak nacieszyć. Po wojnie wiele razy musiał przeprowadzać się za chlebem, aż w końcu osiadł na stałe w Słupsku, w którym spędził ostatnie 26 lat swojego życia. Zmarł w tym mieście 26 października 1975 roku, gdzie został pochowany na Cmentarzu Parafialnym przy ul. Kaszubskiej.

redaktor naczelny wlkp24.info
sebastian.matyszczak@tvproart.pl

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick