Praca ponad siły za marne grosze. Bunt w polskiej służbie zdrowia

13
W szpitalach zaczyna brakować lekarzy, ratownicy medyczni pracują ponad siły, a fizjoterapeuci przez pięć godzin potrafią nie odchodzić od stanowiska pracy bez żadnej przerwy. I to wszystko za pieniądze, które nie są adekwatne do wysiłku, jaką wkładają pracownicy służby zdrowia.

Od ratownika medycznego często zależy nasze życie. Lekarz specjalista przeprowadzi skomplikowany zabieg, także nierzadko ratujący życie. Bez pomocy fizjoterapeuty nie powrócimy do pełnej sprawności po złamaniu czy innej kontuzji. Są niezbędni, a jest ich coraz mniej.

Halo, jest tu jakiś lekarz? 

Sytuacja polskiej służby zdrowia nie wygląda najlepiej. Brakuje lekarzy i pielęgniarek. Ratownicy medyczni strajkują, grożąc odejściem od karetek, jeden fizjoterapeuta przyjmie dziennie kilkadziesiąt osób za marną pensję. Czasem jest to nawet najniższa krajowa. Lekarze będący pod ścianą, decydują się na wyjazd za granicę. Inne kraje oferują im nawet czterokrotnie wyższe pensje. – Lekarze rezydenci zarabiają bardzo mało. Przeliczając to na godziny spędzone na dyżurze, są to kwoty dramatyczne. Brakuje urologów, laryngologów, ginekologów, pediatrów. Brakuje tak naprawdę specjalistów w każdej dziedzinie – wylicza Wiesław Wawrzyniak, przewodniczący delegatury ostrowsko-krotoszyńskiej Wielkopolskiej Izby Lekarskiej.

Problem jest na tyle duży, że dyrektorzy szpitala martwią się o przyszłość szpitali. Za chwilę nie będzie miał nas kto leczyć. – To jest problem ogólnopolski, ale nawet w szpitalach w naszym regionie sytuacja przedstawia się tragicznie. To jest katastrofa. Szpital w Krotoszynie prawie przestał istnieć, w Jarocinie sytuacja przedstawia się na średnim poziomie, ale widać tendencję spadkową. Szpital w Ostrowie Wielkopolskim bazuje przede wszystkim na pomocy lekarzy z zewnątrz. W każdej z placówek brakuje po kilkadziesiąt osób – wymienia Wawrzyniak.

W szpitalu w Kaliszu wypowiedzenia chciało złożyć ponad 80 osób. Wszystko przez planowaną zmianę dyrektora placówki. Kiedy pracownicy masowo zaczęli odchodzić, zrezygnowano ze zmiany personalnej na stanowisku dyrektora.

Praca-misja, ale z granicami

O strajku ratowników medycznych słyszymy od zeszłego roku. Wszyscy widzieli banery, koszulki protestacyjne, oklejone karetki. Przez moment pojawiło się światełko w tunelu. „Obiecujemy Wam dodatek do pensji” – mówili przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia. Coś miało ruszyć do przodu. Ale nagle nastąpiła zmiana na najwyższym szczeblu resortu. Konstantego Radziwiłła zastąpił Łukasz Szumowski i wszystko wróciło do punktu wyjścia. – Po długich negocjacjach utrzymano nam dodatek. To jedyna pewna rzecz. To wprowadziło względny spokój, ale nie całkowity. W Warszawie kolejny raz pokazano nam, w jaki sposób jesteśmy traktowani. Jeżeli odbywa się spotkanie, na którym dowiadujemy się, że on może nam pieniądze obiecać, ale nie dać, a po pieniądze mamy iść do kogoś innego, to coś tu jest nie „halo”. To kompletny brak szacunku – mówi zirytowany Wojciech Kornaszewski, ratownik medyczny.

Sytuacja jest jednak na tyle zła, że niektórzy z ratowników nie widzą innej drogi, jak odejście z pracy. – Ja nie jestem w stanie przewidzieć reakcji moich kolegów. Frustracja jest już naprawdę duża. Ja mogę prosić o spokój, żeby nie odchodzili z pracy, ale nie odpowiadam za ich decyzję – dodaje Kornaszewski.

Ratownicy medyczni cieszą się ogromnym szacunkiem, a wielu z mieszkańców Ostrowa popiera ich w proteście. – Zarabiają zdecydowanie za mało. To jest praca zmianowa, odpowiedzialna, stresująca. Moim zdaniem pensja ratownika jest poniżająca. Jeśli jest to na przykład jedyny zarobek w rodzinie, to to już w ogóle jest prawdziwa tragedia – mówi jedna z mieszkanek Ostrowa Wielkopolskiego. – Każda branża chciałaby więcej zarabiać. Ale widocznie muszą mieć powód, skoro wychodzą na ulicę i grożą odejściem – dodaje druga.

Nie brakuje także tych, którzy pod protestami widzą jedynie podłoże polityczne i atak na opcję rządzącą. – Wszyscy wiemy, kto organizuje te protesty. Ja popieram uczciwość i prawdę. Konkretny problem to konkretna opozycja, a więc Platforma i Nowoczesna – burzy się jeden z ostrowiaków. – Ja nie wiem, czy im się należy, czy nie. Już nic nie wiem – wzrusza ramionami kolejny.

Jeszcze kilka miesięcy temu Wojciech Gawroński byłby skłonny powiedzieć, że widzi światełko w tunelu i wierzy, że nadzieja umiera ostatnia. Teraz już się tego nie podejmie.

„NFZ? Tam pracują ludzie oderwani od rzeczywistości”

22 września w Warszawie odbył się kolejny protest związków zawodowych. Wśród nich byli także fizjoterapeuci. „Środowisko domaga się wyjaśnień, dlaczego fizjoterapeuci mają najniższe wynagrodzenie spośród wszystkich zawodów medycznych oraz jest pomijane przy wzroście wynagrodzeń innych grup zawodowych. Po pięciu latach studiów wyższych, wynagrodzenie dla fizjoterapeutów jest upokarzające i kształtuje się na poziomie 1600-1800 zł netto” – czytamy w liście Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii.

Kolejną bolączką środowiska fizjoterapeutów są kontrakty obcięte placówkom przez Narodowy Fundusz Zdrowia. – Decyzją NFZ-u, kontrakt w naszej placówce obcięto nam o 30%. Co to oznacza? Pieniędzy mamy mniej, a pacjentów tyle samo. Skoro kontrakt jest niższy, nie potrzeba tylu pracowników. Idąc tym tokiem, jeden z kolegów musiał odejść z pracy. W tej chwili jest niemożliwe, by dostać się do fizjoterapeuty na kasę chorych. Zapisy na ten rok już się skończyły. Ale zdaniem NFZ-u, zapisy powinniśmy prowadzić cały czas – żali się jeden z fizjoterapeutów.

Kolejki pacjentów miały się skurczyć, a jest kompletnie na odwrót. Rośnie liczba sfrustrowanych i chorych ludzi, którzy potrzebując pomocy, w okienku rejestracji dowiadują się, że okres oczekiwania na zabiegi rehabilitacyjne to ponad pół roku. – Lekarze – dobrze wiedząc, jaka jest sytuacja –  na skierowaniu wpisują przy nazwisku „Pilne”. I tym sposobem, każdy z pacjentów staje się „pilny” – dodaje.

Nowością w przychodniach rehabilitacyjnych jest przyjmowanie bez kolejki pacjentów ze znacznym stopniem niepełnosprawności. Oznacza to, że taki pacjent może przyjść bez skierowania i powinien zostać przyjęty od razu. – Ja wszystko rozumiem. Nie neguję tego pomysłu, ale co mam zrobić z ludźmi, którzy czekają w kolejce od kilku miesięcy? Wyrzucić ich? Skreślić z listy? Czasem odnoszę wrażenie, że w NFZ-cie pracują ludzie oderwani od rzeczywistości – stwierdza fizjoterapeuta.

Probowaliśmy skontaktować się z rzecznikiem prasowym Wielkopolskiego Oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia w sprawie obniżonych kontraktów. Niestety, bezskutecznie.

redaktor wlkp24.info
ewa.pieczynska@tvproart.pl

13 KOMENTARZE

  1. 4
    14

    Na prawdę to jest chore, odpowiadać za życie człowieka niemalże za najniższą krajową. Przykre jest to ,że ludzie wykształceni z chęcią niesienia pomocy zarabiają mniej niż sprzedawca na sklepowej kasie…

  2. 21
    2

    Ciekawe że po „ciężkiej ” pracy mają siłę przyjmować prywatnie zresztą w państwowym lokalu i na państwowym sprzęcie.Powinno być tak że leczenie w przychodniach państwowych to państwowy szpital, prywatny gabinet to szpital też prywatny. Wtedy byłby jakiś ład .

  3. 16

    Znam lekarza- pół etatu w przychodni i kasuje 15 tyś. Rzeczywiście marna pensja…! Nie twierdzę że nie powinni tyle zarabiać ale troszkę pokory by się przydało… Co innego pielęgniarki ich pensje są naprawdę przykre…

  4. 13
    1

    Czy zna ktoś lekarza który słabo zarabia? Ja znam kilku i jednak w dobrobycie się pławią. Nie zazdroszczę, nie wypominam tych zarobków ale błagam: nie pierniczcie głupot, że słabo zarabiacie.

  5. 9
    1

    W pewnych miejscach w Ostrowie praca fizjoterapeuty polega na wciskaniu przycisków na maszynach od magnetoterapii, od prądów (no fakt – najpierw musi wykonać „strasznie ciężką” pracę położenia gazy i elektrod na pacjencie) oraz na „mizianiu” laserkiem. Czasem nie można się doczekać, żeby pani fizjo zauważyła, że sprzęt przecież jest wolny i można by zająć się pacjentem, a nie piciem trzeciej kawy. Jak mają wykonać masaż czy ćwiczyć dłużej z pacjentem, to już widać po minie, że szkoda, że nie wszyscy mają magnetoterapię, bo wtedy pacjent po naciśnięciu guziczka leży 15 minut i nie zawraca głowy. Rękawów co niektórzy fizjoterapeuci sobie nie wyrywają. Chyba że w prywatnych gabinetach.

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.