Objazdowy obciach

0

„Osiedlowe objazdy źródłem wiedzy o potrzebach mieszkańców” – tak zatytułowany artykuł ukazał się ostatnio na oficjalnej stronie Urzędu Miejskiego w Ostrowie Wielkopolskim. Gówniarz ze mnie jeszcze, więc epoki „słusznie minionej” przypomnieć mi on nie mógł. Przywiódł jednak na myśl skojarzenia z kultowymi dla mnie produkcjami Polskiej Kroniki Filmowej.

Jednym ze sztandarowych haseł prezydentury Beaty Klimek jest bycie „bliżej mieszkańców”. I trzeba przyznać, że hasło to jest skrzętnie wprowadzane w życie. Przez pół roku sprawowania urzędu, odbyła ona więcej spotkań z ostrowianami i uścisnęła więcej dłoni niż niektórzy jej poprzednicy przez całą kadencję. I chwała jej za to.

Z bliskością jednak, jak ze wszystkim – trzeba uważać, żeby nie przesadzić. W wakacje prezydent Klimek rozpoczęła tzw. objazd osiedli. Wspierana przez swojego zastępcę oraz dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg wizytuje kolejne ostrowskie osiedla. Tam czekają osiedlowi radni, których zadaniem jest pokazanie władzy z bliska, co trzeba zrobić, żeby było dobrze. A jeśli dobrze już jest, to zawsze może być lepiej. By żyło się lepiej.

Pomysł nie głupi. Jeśli dzięki objazdom wyremontuje się kilka chodników, utwardzi kilka dróg, poprawi oświetlenie, wytnie zarastające chaszcze i zrobi jeszcze kilka potrzebnych rzeczy, to świetnie. Pytanie tylko, czy wizytacje bardziej potrzebne są mieszkańcom, czy samej Beacie Klimek?

Wydaje się, że o podobnych potrzebach osiedlowcy mogą informować radnych miejskich, urzędników i w końcu władze – bezpośrednio – bez całej objazdowej otoczki. Bez fleszy aparatów i świateł kamer. Jeśli na nagranie z objazdu nałożyć czarno-biały filtr, podłożyć głos charakterystycznie zaciągającego po warszawsku lektora i zatytułować np. „Osiedlowe objazdy źródłem wiedzy o potrzebach mieszkańców”, produkcję śmiało można by umieścić w Polskiej Kronice Filmowej, dokumentującej wysiłek ludu pracującego miast i wsi działającego na rzecz rozwoju Ludowej Ojczyzny.

Od kilku lat PRL jest w modzie. Otwierane są kolejne knajpy, wystrojem i asortymentem nawiązujące do tego sprzed kilkudziesięciu lat. Powstają nawet gry planszowe osadzone w rzeczywistości Polski Ludowej. Kiedy jednak podobnej nostalgii zaczynają ulegać samorządowcy, robi się trochę… obciachowo.

Przemysław Ciupka

redaktor wlkp24.info
przemyslaw.ciupka@tvproart.pl

NAPISZ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię lub nick